LEXI
13 kwietnia 1986 r.
Tropicana Motel
Santa Monica Blvd, Los Angeles
- Cholera - obudziłam się z bolącą głową. Rozejrzałam się wokół. Dochodziła siedemnasta. Leżałam w łóżku w motelu Tropicana - moim tymczasowym lokum. Obok mnie na podłodze siedział Michael i pakował w nozdrza kokainę. Spróbowałam przypomnieć sobie cokolwiek z wczorajszej nocy. Nic z tego.
- O, już wstałaś - ucieszył się Monroe widząc, że nie śpię - miałaś w torebce trochę baju proszku, poczęstowałem się - wyznał.
Czemu za każdym razem gdy się spotykaliśmy on podpieprzał moje dragi ?!
Wstałam z łóżka i podeszłam do starej szyby robiącej mi za lustro, żeby się pomalować.
- Co jest ?! - zdziwiłam się otwierając kosmetyczkę i zauważając w niej spore braki.
- Masz zawsze taki zajebisty podkład - uśmiechnął się Michael, spostrzegając moje zaskoczenie - i puder... i kredkę do oczu... i tą szminkę z Rimmel'a - wymieniał dalej.
- Ruszałeś moje kosmetyki ?! - zmarszczyłam brwi.
- No co? Taki boski wygląd sam się nie zrobi - zaśmiał się, odgarniając teatralnym gestem włosy - lepiej powiedz, czy jesteś spakowana?
- A niby czemu miałabym być spakowana?
- Bo obiecałaś mi, że pojedziesz z nami w dalszą trasę, nie pamiętasz?
- Kiedy ci to obiecałam?
- Nie ważne kiedy - przewrócił oczami Michael - ale pojedziesz, prawda?
- Czy ja wiem... - udałam, że się zastanawiam.
- Lexi, znam cię. Wiem, że nie umiesz mi odmówić i nie przegapisz okazji, by zabawić się w trasie - powiedział pewnym siebie tonem, rzucając się na łóżko.
Przeklęty Michael, znał mnie aż za dobrze.
- Oh, kotku - westchnęłam - o której masz dzisiaj ten swój koncert? - spytałam, siadając przy nim i głaszcząc jego tlenione blond włosy.
- O dwudziestej - odparł Monroe.
- Cóż, to znaczy, że mamy jeszcze prawie trzy godzinki dla siebie. Wykorzystajmy je jak najlepiej - szepnęłam mu do ucha, po czym wróciliśmy do tego, co robiliśmy przez całą minioną noc.
Santa Monica Blvd, Los Angeles
- Cholera - obudziłam się z bolącą głową. Rozejrzałam się wokół. Dochodziła siedemnasta. Leżałam w łóżku w motelu Tropicana - moim tymczasowym lokum. Obok mnie na podłodze siedział Michael i pakował w nozdrza kokainę. Spróbowałam przypomnieć sobie cokolwiek z wczorajszej nocy. Nic z tego.
- O, już wstałaś - ucieszył się Monroe widząc, że nie śpię - miałaś w torebce trochę baju proszku, poczęstowałem się - wyznał.
Czemu za każdym razem gdy się spotykaliśmy on podpieprzał moje dragi ?!
Wstałam z łóżka i podeszłam do starej szyby robiącej mi za lustro, żeby się pomalować.
- Co jest ?! - zdziwiłam się otwierając kosmetyczkę i zauważając w niej spore braki.
- Masz zawsze taki zajebisty podkład - uśmiechnął się Michael, spostrzegając moje zaskoczenie - i puder... i kredkę do oczu... i tą szminkę z Rimmel'a - wymieniał dalej.
- Ruszałeś moje kosmetyki ?! - zmarszczyłam brwi.
- No co? Taki boski wygląd sam się nie zrobi - zaśmiał się, odgarniając teatralnym gestem włosy - lepiej powiedz, czy jesteś spakowana?
- A niby czemu miałabym być spakowana?
- Bo obiecałaś mi, że pojedziesz z nami w dalszą trasę, nie pamiętasz?
- Kiedy ci to obiecałam?
- Nie ważne kiedy - przewrócił oczami Michael - ale pojedziesz, prawda?
- Czy ja wiem... - udałam, że się zastanawiam.
- Lexi, znam cię. Wiem, że nie umiesz mi odmówić i nie przegapisz okazji, by zabawić się w trasie - powiedział pewnym siebie tonem, rzucając się na łóżko.
Przeklęty Michael, znał mnie aż za dobrze.
- Oh, kotku - westchnęłam - o której masz dzisiaj ten swój koncert? - spytałam, siadając przy nim i głaszcząc jego tlenione blond włosy.
- O dwudziestej - odparł Monroe.
- Cóż, to znaczy, że mamy jeszcze prawie trzy godzinki dla siebie. Wykorzystajmy je jak najlepiej - szepnęłam mu do ucha, po czym wróciliśmy do tego, co robiliśmy przez całą minioną noc.
LOTTI
13 kwietnia 1986 r.
East New York
Brooklyn, Nowy Jork
Kiedy się obudziłam dochodziło wpół do dziesiątej! W pracy miałam być na siódmą rano. Nie wierzyłam, że to się mogło stać! Jeszcze nigdy w życiu nie spóźniłam się do pracy. Zasnęłam ze słuchawkami na uszach i nie usłyszałam budzika.
Tak szybko, jak to było możliwe, ubrałam się i wybiegłam z mieszkania. Pokonałam schody z prędkością światła. Przebiegłam przez ulicę i zdyszana wsiadłam w pierwszy - lepszy autobus.
" Błagam szybciej, proszę jedź szybciej " - powtarzałam w myślach. Oczywiście moje prośby nie mogły zostać spełnione. Po przejechaniu kilku przystanków autobus utknął w korku. No tak, to w końcu Nowy Jork! A kiedy pomyślałam, że gorzej już być nie może do pojazdu wsiedli kontrolerzy.
- Poproszę bilecik - uśmiechnął się złośliwie jeden z kanarów, widząc moje zdenerwowanie.
Boże, dlaczego akurat dzisiaj ?!
Nawet nie próbowałam tłumaczyć w jakiej zjebanej sytuacji się znajdowałam.
East New York
Brooklyn, Nowy Jork
Kiedy się obudziłam dochodziło wpół do dziesiątej! W pracy miałam być na siódmą rano. Nie wierzyłam, że to się mogło stać! Jeszcze nigdy w życiu nie spóźniłam się do pracy. Zasnęłam ze słuchawkami na uszach i nie usłyszałam budzika.
Tak szybko, jak to było możliwe, ubrałam się i wybiegłam z mieszkania. Pokonałam schody z prędkością światła. Przebiegłam przez ulicę i zdyszana wsiadłam w pierwszy - lepszy autobus.
" Błagam szybciej, proszę jedź szybciej " - powtarzałam w myślach. Oczywiście moje prośby nie mogły zostać spełnione. Po przejechaniu kilku przystanków autobus utknął w korku. No tak, to w końcu Nowy Jork! A kiedy pomyślałam, że gorzej już być nie może do pojazdu wsiedli kontrolerzy.
- Poproszę bilecik - uśmiechnął się złośliwie jeden z kanarów, widząc moje zdenerwowanie.
Boże, dlaczego akurat dzisiaj ?!
Nawet nie próbowałam tłumaczyć w jakiej zjebanej sytuacji się znajdowałam.
Panowie kazali mi wysiąść, wypisali karę za brak biletu i zmarnowali 15 minut czasu, którego i tak nie miałam.
Gdy dotarłam do szwalni było grubo po jedenastej. W zasadzie nie miałam po co tam wchodzić. Kiedy tylko przekroczyłam próg, szefowa wręczyła mi gotowe wypowiedzenie. Zabrałam tylko swoje rzeczy i wyszłam stamtąd z trudem powstrzymując łzy.
Chciało mi się płakać. Całe moje dotychczasowe życie legło w gruzach! Teraz nie miałam pracy, pieniędzy, z mieszkaniem też mogłam się pożegnać.
Na domiar złego zaczął padać deszcz.
Szłam przemoczona ulicami Brooklynu i miałam ochotę rzucić się pod najbliższy samochód. Zresztą, to byłoby jakieś rozwiązanie. Szłam tak w strugach deszczu i snułam czarne myśli, kiedy moją uwagę przykuł plakat promujący dzisiejszy koncert Metallicy.
Ach, uwielbiałam ich! Byli kompletnie inni niż większość zespołów z Kalifornii. Grali naprawdę zajebistą muzę i otworzyli drogę do światowej sławy wielu zespołom thrash metalowym, takim jak chociażby Slayer czy Exodus.
Stałam na środku chodnika wgapiona w plakat, aż w końcu stwierdziłam, że i tak nie miałam nic do stracenia. Postanowiłam, że zamiast użalać się nad sobą jak mała dziewczynka, oleję wszystko na jedną noc i przeżyję najlepsze chwile swojego życia.
Gdy dotarłam do szwalni było grubo po jedenastej. W zasadzie nie miałam po co tam wchodzić. Kiedy tylko przekroczyłam próg, szefowa wręczyła mi gotowe wypowiedzenie. Zabrałam tylko swoje rzeczy i wyszłam stamtąd z trudem powstrzymując łzy.
Chciało mi się płakać. Całe moje dotychczasowe życie legło w gruzach! Teraz nie miałam pracy, pieniędzy, z mieszkaniem też mogłam się pożegnać.
Na domiar złego zaczął padać deszcz.
Szłam przemoczona ulicami Brooklynu i miałam ochotę rzucić się pod najbliższy samochód. Zresztą, to byłoby jakieś rozwiązanie. Szłam tak w strugach deszczu i snułam czarne myśli, kiedy moją uwagę przykuł plakat promujący dzisiejszy koncert Metallicy.
Ach, uwielbiałam ich! Byli kompletnie inni niż większość zespołów z Kalifornii. Grali naprawdę zajebistą muzę i otworzyli drogę do światowej sławy wielu zespołom thrash metalowym, takim jak chociażby Slayer czy Exodus.
Stałam na środku chodnika wgapiona w plakat, aż w końcu stwierdziłam, że i tak nie miałam nic do stracenia. Postanowiłam, że zamiast użalać się nad sobą jak mała dziewczynka, oleję wszystko na jedną noc i przeżyję najlepsze chwile swojego życia.
LEXI
13 kwietnia 1986 r.
Klub Whisky a Go Go
Sunset Strip, Los Angeles
Koncert Hanoi Rocks
Weszliśmy z Michael'em do Whisky i udaliśmy się do jego garderoby. Reszta zespołu siedziała w środku i rozgrzewała się przed występem. Poison właśnie kończyli swój set. Zeszli ze sceny i dołączyli do nas. Wciągnęliśmy po kresce, wypiliśmy coś, chwile pogadaliśmy.
- Chyba trza się zbierać - oznajmił Andy, podnosząc się z kanapy - koncert sam się nie zagra.
Podczas gdy Hanoi Rocks grali swoją część występu ja zajęłam się chłopakami z Poison. Ich kariera nabierała ostatnio coraz większego tempa. Ze statusu początkujących gwiazdek przechodzili do etapu rockowego objawienia, co jeszcze bardziej wzmagało mój apetyt na nich.
- Więc, jesteście teraz w trasie z Hanoi Rocks? - zagadałam siadając między CC, a Rikki'm na skórzanej kanapie i nalewając sobie szklankę Jacka Danielsa.
- Tak - uśmiechnął się Rikki, mierząc mnie wzrokiem. Chyba wpadłam mu w oko.
- Michael mówił, że podobno masz jechać z nami - wtrącił CC, obejmując mnie ramieniem.
- Musze to przemyśleć - odparłam znudzonym tonem.
- Fajnie by było mieć u boku taką laskę jak ty - wyszczerzył się gitarzysta.
- Zrobisz mi loda? - spytał prosto z mostu Bret, stając na przeciwko mnie. Uwielbiałam taką bezpośredniość.
Przyjrzałam mu się uważnie, był całkiem przystojny.
- Dobra - zgodziłam się - Chodź -powiedziałam łapiąc go za rękę i prowadząc do toalety.
Kiedy wróciliśmy Hanoi Rocks schodzili właśnie ze sceny.
- To jak Lexi, gotowa do drogi?- rzucił Monroe, chwytając za butelkę wódki i opróżniając duszkiem niemal połowę jej zawartości.
- Zostawiłam walizkę w recepcji w motelu-wyjaśniłam.
- Wyślemy kogoś, żeby po nią podjechał w drodze na lotnisko - stwierdził Michael.
- Ok
- Super - uściskał mnie - uwielbiam kiedy z nami podróżujesz!
- Chyba trza się zbierać - oznajmił Andy, podnosząc się z kanapy - koncert sam się nie zagra.
Podczas gdy Hanoi Rocks grali swoją część występu ja zajęłam się chłopakami z Poison. Ich kariera nabierała ostatnio coraz większego tempa. Ze statusu początkujących gwiazdek przechodzili do etapu rockowego objawienia, co jeszcze bardziej wzmagało mój apetyt na nich.
- Więc, jesteście teraz w trasie z Hanoi Rocks? - zagadałam siadając między CC, a Rikki'm na skórzanej kanapie i nalewając sobie szklankę Jacka Danielsa.
- Tak - uśmiechnął się Rikki, mierząc mnie wzrokiem. Chyba wpadłam mu w oko.
- Michael mówił, że podobno masz jechać z nami - wtrącił CC, obejmując mnie ramieniem.
- Musze to przemyśleć - odparłam znudzonym tonem.
- Fajnie by było mieć u boku taką laskę jak ty - wyszczerzył się gitarzysta.
- Zrobisz mi loda? - spytał prosto z mostu Bret, stając na przeciwko mnie. Uwielbiałam taką bezpośredniość.
Przyjrzałam mu się uważnie, był całkiem przystojny.
- Dobra - zgodziłam się - Chodź -powiedziałam łapiąc go za rękę i prowadząc do toalety.
Kiedy wróciliśmy Hanoi Rocks schodzili właśnie ze sceny.
- To jak Lexi, gotowa do drogi?- rzucił Monroe, chwytając za butelkę wódki i opróżniając duszkiem niemal połowę jej zawartości.
- Zostawiłam walizkę w recepcji w motelu-wyjaśniłam.
- Wyślemy kogoś, żeby po nią podjechał w drodze na lotnisko - stwierdził Michael.
- Ok
- Super - uściskał mnie - uwielbiam kiedy z nami podróżujesz!
LOTTI
13 kwietnia 1986 r.
East New York
Brooklyn, Nowy Jork
Spakowałam swoje rzeczy w mały podróżny plecak. Kilka T- shirt'ów, dwie pary dżinsów, bielizna i niewielkie pudełeczko z pamiątkami po ciotce, których nie miałam czasu nawet przejrzeć. Najwięcej miejsca zajęły moje ukochane płyty. Tak, oto cały mój dobytek. Wyciągnęłam z puszki po ciastkach stojącej w kuchni wszystkie oszczędności jakie miałam i ruszyłam w stronę drzwi. Z lekkim żalem spojrzałam po raz ostatni na miejsce, w którym spędziłam całe swoje dotychczasowe życie. To tutaj stawiałam swoje pierwsze kroki, tutaj dorastałam, tutaj był mój dom, a teraz przyszło mi to miejsce zostawić, prawdopodobnie już na zawsze.
Jeszcze za życia ciotki pan Rodriguez - właściciel mieszkania, krzywo patrzył na to, że zalegamy z czynszem, ale w końcu zawsze płaciłyśmy. Teraz jednak nie było mnie na niego stać. Musiałam sama odejść, albo za parę dni wyprowadzili by mnie stąd wspólnicy Rodrigueza, którzy do przyjaznych typów nie należeli.
Drżącymi rękami przekręciłam klucz w drzwiach i zbiegłam ze schodów.



Od samego początku rozdziału skradłaś moje serce: Tropicana motel, LA, 1986, totalnie czuję ten klimat!
OdpowiedzUsuńMonroe ukradł Lexi jej kosmetyki! Hahaha! Co za gość! Ciekawe jak to jest budzić się o 17, a o 20 grać koncert w Whiskey a Go Go. Ach, życie rockmana!
To dopiero drugi rozdział a ja już mogę stwierdzić, że lubię to przenoszenie się z zachodniego na wschodnie wybrzeże. Super opisałaś jak życie Lotti legło w gruzach. Dynamiczne zmiany są przepyszne, kiedy się o nich czyta. Wyobrażam sobie to ujęcie jak Lotti idzie ulicami NY przemoczona do suchej nitki, włosy są posklejane od deszczu, koszulka przylega do ciała, aż tu nagle zauważa ten plakat. Już nie mogę się doczekać aż pójdzie na ten koncert! Czyżby wyprowadzała się z NY?
Uwielbiam Poison (mam nadzieję, że to nie zdrada Guns N' Roses). Fajnie, że też jadą w trasę. Lexi jest tajemnicza, nie mogę jej ciągle rozgryźć. Frustruje mnie to, więc bez zbędnego gadania zasuwam do rozdziału 3!
Pozdrawiam
Reverie
Nawet nie wiesz jaką radość sprawiają mi twoje komentarze <3 serduszko mi się raduje jak je czytam :D cieszę się, że klimat opowiadania przypadł Ci do gustu :) co do Lexi to owszem jest bardzo tajemnicza i nie zawsze postępuje logicznie, lubi stwarzać wokół siebie pozory. A jeśli chodzi o Poison to wystąpią jeszcze w kilku rozdziałach :) Guns n' roses też się pojawią, ale znacznie później :)
UsuńSerdecznie dziękuję za komentarz i pozdrawiam <3
Lady Stardust
Ooo ale super! Bardzo teraz mi wzrósł apetyt na czekanie na Gunsów (bo nie ukrywam, że to dla nich tu przybywam - nigdy wcześniej nie czytałam opowiadania o innym zespole, więc dzięki Tobie otwieram się na nowe horyzonty).
UsuńAch ta sexy Lexi! Czuję, że ta dziewczyna trochę nabroi.
Całuski <3
Zanim nadrobię całą historię, to pewnie minie trochę czasu, dlatego co kilka rozdziałów zostawię komentarz :)
OdpowiedzUsuńBardzo polubiłam historię Lexi, bo kojarzy mi się z książką "My dzieci z dworca zoo" albo musicalem Rent. Brakuje mi trochę bezwzględnych opisów uzależnienia, ale rozumiem, że większość czytelników takie opisy mogłyby zniechęcić.
O Lotti nie powiem na razie za dużo, bo nie miała jeszcze żadnej akcji właściwie.
Lecę czytać dalej.
Pozdrawiam <3
Golden Eye
PS: Jeśli byłabyś zainteresowana to na Alicji w krainie cieni pojawił się nowy rozdział =)
Dzięki wielkie za komentarz :) cieszę się bardzo, że historia Lexi przypadła Ci do gustu. Mam nadzieję, że dalej również będzie Ci się podobać :D
UsuńChętnie obczaję co nowego u Ciebie :)
Również gorąco pozdrawiam <3
Lady Stardust