piątek, 1 marca 2019

Route Diaries 3

LOTTI

13 kwietnia 1986 r.
Felt Forum,  Madison  Square Garden
Nowy Jork

Dotarłam na miejsce na około pół godziny przed otwarciem bramek. Podeszłam do kasy.
- Dzień dobry, poproszę jeden bilet - powiedziałam sięgając do plecaka po pieniądze.
- Wyprzedane - usłyszałam chłodną odpowiedź kasjerki wywieszającej właśnie kartkę z napisem "Brak biletów".
- Ale jak to? - zamrugałam oczami nie dowierzając.
Kasjerka wzruszyła ramionami z obojętną miną.
Odeszłam na bok zrezygnowana. Nie powinnam się dziwić, w końcu kto normalny kupuje bilety na Metallice na niecałą godzinę przed koncertem?!
Zaczęłam się rozglądać, licząc, że wypatrzę kogoś kto akurat chciałby odsprzedać swój bilet. Niektóre dziewczyny wchodziły w zamian za pokazanie bramkarzom tego co mają pod stanikiem, ale ja jakoś nie miałam śmiałości czegoś takiego zrobić.
Chodziłam tak wokół hali koncertowej nie wiedząc co ze sobą zrobić, gdy nagle usłyszałam za sobą znajomy kobiecy głos:
- Charlot?! To ty?!
Odwróciłam się.
- Lorri! - krzyknęłam uradowana i zaskoczona - co ty tu robisz?!
Nie wierzyłam własnym oczom. Znałam Lorri jeszcze z czasów szkolnych. Byłyśmy w jednej klasie i bardzo się lubiłyśmy. Siedziałyśmy razem na matmie i angielskim i na sprawdzianach zawsze ściągałyśmy od siebie nawzajem. Później ona wyjechała spełniać marzenia o karierze muzycznej i kontakt nam się urwał.
Teraz stała przy wejściu dla personelu, ubrana w czarne skórzane spodnie, kowbojskie buty i koszulkę z logo Metallicy. Gdy tylko mnie zobaczyła, podbiegła i rzuciła mi się na szyję.
- Jejuśku, Lotti! Sto lat się nie widziałyśmy! Co tam u ciebie? - zapytała podekscytowana.
- Wszystko w porządku - skłamałam - ale lepiej ty powiedz co robisz w Nowym Jorku? Myślałam, że wyprowadziłaś się do Kalifornii.
- Bo się wyprowadziłam. Tyle tylko, że mój chłopak, Trip, jest technicznym Mety, więc przyjechałam z nim i ekipą - wyjaśniła - a ty wybierasz się na koncert?
- Chciałam, nawet bardzo, ale bilety są już wyprzedane - westchnęłam.
Lorri sięgnęła po coś do saszetki zawieszonej na biodrach.
- W prawdzie biletów nie mam, ale co powiesz na to? - wręczyła mi z uśmiechem przepustkę za kulisy.
- Boże, Lorri, nie wiem co powiedzieć - zmieszałam się lekko. Takiego prezentu się nie spodziewałam.
- To nic takiego - machnęła ręką dziewczyna - tyle czasu się nie widziałyśmy, musimy się nagadać. Chodź, przedstawię cię reszcie - powiedziała prowadząc mnie do środka.
Szłyśmy długim, wąskim korytarzem, co chwila mijając się z kimś z ekipy technicznej.
- Hej, ludzie, to jest Lotti - zawołała Lorri do grupki facetów majstrujących coś przy gitarach i wzmacniaczach.
- Cześć - przywitałam się trochę speszona. Wszystko tu było dla mnie takie nowe.
Kilku z nich mi odpowiedziało.
- A to Trip - rzuciła, wskazując na chłopaka w skórzanej kurtce i podartych dżinsach, niosącego dwie spore skrzynie. Kiedy nas zauważył odstawił je i podszedł bliżej.
- Cześć skarbie - zwrócił się do Lorri, całując ją.
- Kochanie, to moja koleżanka Lotti - wskazała na mnie.
Trip przybił ze mną piątkę.
- Skoczysz nam po piwo? - poprosiła dziewczyna.
- Jasne - odparł techniczny i po chwili wrócił, przynosząc nam po browarku.
Lorri poczęstowała mnie skrętem. Staliśmy chwilę z boku i gadaliśmy w trójkę o tym i owym, aż nagle ktoś krzyknął :
- Przejście! Metallica idzie!
Dziewczyna chwyciła mnie za nadgarstek i pociągnęła bliżej.
Z jednego z korytarzy, w otoczeniu kilku roadies i ochroniarza, wyszli James, Lars, Kirk i Cliff.
Poczułam, że nogi się pode mną uginają. Stałam niemal twarzą w twarz z moimi idolami.
- Udanego występu, panowie - uśmiechnęła się do zespołu moja towarzyszka.
- Dzięki - zawołał James, również się uśmiechając.
Cliff pokazał nam ruchem ręki, żebyśmy poszły za nimi. Ruszyłyśmy.
Ostatnie minuty przed rozpoczęciem show. Chłopaki założyli gitary. Lars chwycił za pałeczki. Wyszli na scenę.
Zajęłyśmy z Lorri miejsca obok realizatorów. W przerwach między utworami podawałyśmy chłopakom piwo, a kiedy skończyli grać Lorri poszła dla nich po ręczniki, żeby mogli otrzeć pot.
Byłam tak zaaferowana tym wszystkim, co się wokół działo, że nie pamiętałam ani jednej piosenki jaką zagrali tego wieczoru.
- Świetny koncert - pochwaliła Lorri z tradycyjnym dla siebie uśmiechem.
- Ta, wyszło nam całkiem nieźle - pokiwał głową Hetfield - za wyjątkiem tego, że Lars nie trzymał tempa i gubił rytm - zażartował, szturchając perkusistę w bok.
Wszyscy zachichotali, tylko Ulrich zrobił kwaśną minę.
- Będziemy się zbierać - stwierdził nadonsany - powiedzcie Beth, żeby przyniosła czyste ciuchy do garderoby, te są całe przepocone i śmierdzą - rzucił na odchodne.
- Ej, Trip, widziałeś gdzieś Beth? - spytała Lorri chłopaka.
- Beth? Odeszła dzisiaj rano, zapomniałem ci powiedzieć.
- Jak to odeszła? Tak po prostu?
- Jej siostrze urodziło się dziecko. Powiedziała, że musi pomóc jej się nim zajmować, czy coś i odeszła - wzruszył ramionami Trip.
- No to trzeba będzie poszukać kogoś na jej miejsce - westchnęła dziewczyna - a póki co... Viki! Zanieś chłopakom świeże ubrania! - zwróciła się do jednej z dziewczyn krzątających się po backstag'u.
- Sorki za to całe zamieszanie - powiedziała patrząc na mnie - nie miałyśmy nawet czasu porządnie porozmawiać. Co słychać u twojej cioci, dobrze się czuje?
Słysząc to pytanie wyraźnie posmutniałam.
- Zmarła trzy miesiące temu - odpowiedziałam cicho.
- Ojejku, tak mi przykro! - Lorri zakryła ręką usta - Jak ty sobie teraz radzisz? - spytała, kładąc mi dłoń na ramieniu.
- No właśnie sobie nie radzę - wyznałam - dziś rano straciłam pracę - poczułam, że oczy robią mi się wilgotne, a tak bardzo nie chciałam płakać.
Przyjaciółka przytuliła mnie.
- Nie martw się kochana, wszystko się jakoś ułoży - pocieszała mnie, głaszcząc moje rozpuszczone włosy.
Siedziałyśmy chwilę w milczeniu na małej ławeczce ustawionej pod ścianą.
- Jeśli mogę spytać - odezwała się Lorri przerywając ciszę - gdzie pracowałaś?
- W szwalni - odparłam, pociągając nosem.
- To znaczy, że umiesz szyć i znasz się na ciuchach i takich tam? - upewniła się.
Skinęłam twierdząco głową.
- No to super się składa - na twarzy dziewczyny ponownie zawitał uśmiech - Może chciałabyś wziąć tę fuchę po Beth? Byłabyś garderobianą.
- Poważnie?
- No pewnie! Pogadam jeszcze z szefostwem, ale nie powinni mieć nic przeciwko, zwłaszcza skoro i tak potrzebujemy kogoś na to miejsce.
- Nie chcę ci robić problemu...
- Ale to żaden problem! Bądź tutaj jutro, koło dziesiątej. Zadzwonię do ciebie jeszcze rano potwierdzić wszystko. Dasz mi swój numer?
- Najlepiej dzwoń na recepcję hotelu Pennsylvania Plaza.
- Ok
- Naprawdę, nie wiem jak ci się odwdzięczę.
- Oj, daj spokój!
Posiedziałyśmy jeszcze przez moment, wspominając stare czasy, aż w końcu uznałam, że na mnie pora.
- Będę już lecieć - powiedziałam zarzucając plecak na ramię.
- Może chcesz żeby Trip cię odwiózł? - zaproponowała Lorri.
- Nie, dzięki, poradzę sobie - odmówiłam.
- Na pewno?
- Tak.
- Dobra, no to trzymaj się i do jutra - uściskała mnie na pożegnanie.
Ruszyłam pieszo w stronę hotelu. Boże, co to była za noc! W parę godzin moje życie obróciło się o 180°. Wszystko tak nagle się zmieniło, miałam tylko nadzieje, że na lepsze.




4 komentarze:

  1. Bardzo dobry rozdział! Strasznie mnie zaskoczyło, że nie ma tutaj tysiąca przekleństw, co wyróżnia tego bloga na tle innych blogów i ich początkowych rozdziałów (w tym chyba mój własny). Bardzo dojrzale piszesz i podoba mi się to.

    Jednej rzeczy nie wyłapałam: czy Lotti to równocześnie Charlot? Możliwe, że przeoczyłam to w poprzednich rozdziałach.

    W napięciu myślę o kolejnym rozdziale. Nasza bohaterka odmówiła podwózki, czy to wróży coś złowieszczego, czy to tylko moja wyobraźnia? Tego dowiemy się w kolejnym rozdziale...

    Pozdrawiam serdecznie i myślę, że dam radę przeczytać wszystko, czytając 1 rozdział dziennie :D

    Reverie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku,dziękuję <3 nigdy sama o swoim pisaniu nie pomyślałam, że jest dojrzałe, to bardzo miło, że tak sądzisz <3
      Tak, Lotti to Charlot,w sensie Charlot to jej pełne imię. "Lotti" to takie zdrobnienie/ksywka:) miałam to napisać w zakładce "bohaterowie" ale jeszcze jej nie skończyłam. Muszę się w końcu za to zabrać.
      Spokojnie, na razie Lotti nic nie grozi:D ale ta noc zmieni dużo w jej życiu.
      Na prawdę cieszę się, że opowiadanie Cię wciągnęło:D mam nadzieję, że dalej się nie zawiedziesz:)
      Pozdrawiam i życzę dalszego miłego czytania:*
      Lady Stardust

      Usuń
    2. Spokojnie, nie mam absolutnie żadnych oczekiwać, biorę w ciemno wszystko co dajesz w tej historii :D

      Usuń