niedziela, 23 czerwca 2019

Route Diaries 9

LOTTI

3 maja 1986 r.
Best Western Hotel
Johnson City
- Boże, gdzie ja jestem?! I dlaczego tak cholernie boli mnie głowa? Chyba zaraz zwymiotuję... Matko Boska! Ja nic nie pamiętam! - rozejrzałam się w panice po pokoju, w którym się obudziłam.
Spróbowałam się podnieść, ale świat wirował mi przed oczami. Spojrzałam w bok. Po mojej prawej stronie w łóżku leżał Kirk. Spał. Odkryłam kołdrę i spostrzegłam, że jestem zupełnie naga. Boże, tylko nie to! Wszystko, tylko nie, kurwa, to! To nie możliwe! Czy ja właśnie... przespałam się z ... NIE! To nie może być prawda! Boże, co ja najlepszego zrobiłam?!
Z trudem wygrzebałam się z łóżka, próbując nie obudzić Kirka i zaczęłam pośpiesznie szukać swoich ubrań. Zgarnęłam je z podłogi i czym prędzej wybiegłam z apartamentu owinięta w prześcieradło. Zamknęłam się w toalecie w swoim pokoju. Ochlapałam twarz zimną wodą i spróbowałam pozbierać myśli.Było mi tak okropnie wstyd. Ostatnie co pamiętałam z ubiegłej nocy to jak tańczyliśmy z Kirk'iem w klubie... a potem czarna dziura - nic! Czyżbym upiła się aż tak, żeby urwał mi się film? Ale żebym kompletnie nic nie pamiętała?!
- Lotti, jesteś tam? - usłyszałam pukanie do drzwi. To była Lorri.
- Jestem, jestem, zaraz wychodzę - wysiliłam się na pogodny ton.
- Dobrze, chciałam się tylko upewnić, czy nic ci nie jest. A tak przy okazji, autokar Mety odjeżdża za pół godziny - oznajmiła.
To oznaczało, że znowu miałabym podróżować z chłopakami.
- Słuchaj, a nie mogłabym jechać z tobą i Trip'em jak na początku? - zapytałam z nadzieją.
- Eeee, no jasne, że możesz - odparła Lorri, lekko zaskoczona.
- Super - odetchnęłam z ulgą.
- Ale stało się coś? - nie rozumiała.
- Nie, nie - szybko zaprzeczyłam - mam po prostu okropnego kaca, głowa mnie boli...
- Może przynieść ci aspirynę? - zaproponowała.
- Nie ma potrzeby- ucięłam dyskusję.
Nie byłam w stanie dłużej hamować cisnących mi się do oczu łez. Musiałam się jednak ogarnąć. Nie mogłam przecież tak wyjść do ludzi. Na szczęście Lorri nie drążyła tematu. Ubrałam się, zrobiłam delikatny makijaż i biorąc kilka głębokich oddechów, wyszłam z pokoju i ruszyłam na przyhotelowy parking.


LEXI

3 maja 1986 r.
Port Lotniczy Atlanta - Hartsfield - Jackson
Atlanta

Say goodbye to the town
Got no sorrows to drown
Guess we're all goin' down with the ship
Ain't no fair-weather friends
We're all mates till the end
Guess we're all goin' down with the ship...

Podśpiewywał Michael, notując coś na zmiętej kartce papieru.
- Co to jest? - zapytał Andy, patrząc mu przez ramię.
- A tak mnie jakoś naszło, piszę piosenkę - odparł Monroe, skrobiąc dalej - nagram ją na swój album, jak już będę na tyle sławny, żeby rozpocząć karierę solową - zachichotał.
- Ta, chyba po moim trupie - zaśmiał się Razzle, szturchając go w bok.
- O czym to? - zainteresowałam się, zabierając mu kartkę.
- Nie o tobie - powiedział Michael, odbierając mi swoje zapiski - o życiu, głównie w trasie, przyjaźni - wyjaśnił.
- Całkiem spoko - przyznałam, śledząc wzrokiem tekst - oczywiście jak na piosenkę nie o mnie.
Znajdowaliśmy się w poczekalni na lotnisku Atlanta - Hartsfield - Jackson. Samolot miał opóźnienie i nie wiadomo było kiedy przyleci. Potwornie nam się nudziło. Poison wykorzystywali ten czas na ćpanie i chlanie w toalecie. Postanowiłam do nich dołączyć.
- Zostało coś dla mnie? - zapytałam, wchodząc do kibla.
- Jasne - Bobby podsunął mi pod nos kartonik z usypaną kreską koki.
Wciągnęłam ją szybko. A potem drugą i trzecią... Nawaliliśmy się do tego stopnia, że chłopcy z Hanoi musieli nas wnosić do samolotu.
- Co im jest? - zapytała jedna rudowłosa stewardessa, patrząc na nas spode łba.
- Źle się czują - odparł prędko Michael.
- Co ty pierdolisz?! Czuję się wspaniale! - wykrzyknął zawieszony na ramieniu Andy'ego Bret - mógłbym dolecieć do walonego Orlando na własnych pieprzonych skrzydłach, bez pomocy tego jebanego samolotu! - obwieścił wszem i wobec, machając przy tym rękami na wszystkie strony.
Stewardessa zmrużyła oczy i zmarszczyła brwi. Zapowiadała się "ciekawa" podróż.
W trakcie lotu zrobiło mi się niedobrze. Michael poszedł ze mną do toalety potrzymać mi włosy. Rzygałam jak jeszcze nigdy!
- Jesteś kochany - powiedziałam półprzytomna, leżąc na zimnej klapie kibla.
Chciałam pocałować Michael'a w policzek.
- O nie! Zapomnij - odsunął się ode mnie gwałtownie - dopiero co wymiotowałaś, nie będziesz mnie teraz całować! - zawołał.
Zaśmiałam się lekko, ale po chwili znów poczułam cisnący się do ust wymiot.
- Kiedy w końcu dolecimy? - zapytałam słabym głosem, chwytając się za brzuch.
- Za jakieś czterdzieści minut - odpowiedział Monroe, patrząc na srebrny zegarek zawieszony na nadgarstku - mam do ciebie tylko jedno pytanie - zmienił ton na niezwykle poważny.
Wytarłam twarz papierowym ręcznikiem i spojrzałam mu w oczy.
- Słucham?
- Coś ty tam wzięła i dlaczego się nie podzieliłaś?! - burknął Michael.
Chuj z tym, że to były dwa pytania.


3 komentarze:

  1. TAK! Teraz pytanie, czy to się naprawdę stało? A może nie zdążyli, bo tylko zdjęli ubrania i poszli spać? Wtedy Lotti nie miałaby moralnego kaca, Z drugiej strony, jeśli to się już stało, to może być naprawdę ciekawie :D Ach, nie mogę się doczekać rozwoju akcji!

    Michael to taki ambitny chłopak! Karierę solową planuje, a co!
    Lexi, dziewczyno, wykończysz się! Ha! To by było straszne, gdyby umarła przed poznaniem swojej siostry! Lexi! Weź się w garść, nie ćpaj tyle.
    Michael to jest naprawdę złoty chłopak, trzyma dziewczynie włosy kiedy trzeba, planuje przyszłość, karierę i w ogóle ze świecą takiego szukać. Lexi, zastanów się, może to jest dobra partia dla ciebie!

    Ach, tyle emocji!
    Jutro czytam ciąg dalszy ;*
    Całuski, jest bardzo ciekawie, Lady Stardust!
    Reverie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym Ci powiedzieć jak to będzie z Lotti i Kirkiem ale nie będę spoilerować i potrzymam Cię jeszcze trochę w niepewności ;)
      O tak, Michael ma wielkie plany, zobaczymy co z nich wyjdzie XD
      Co do Lexi, to spokojnie XD trochę już w życiu wyćpała, da sobie radę XD
      Michael to prawie ideał (oprócz tego, że kosmetyki podpieprza XD)
      Miło mi, że rozdział się podobał :)
      Pozdrowionka :*
      Lady Stardust

      Usuń
  2. Zgadnij, kto po dwóch miesiącach powrócił na blogspot. Tak, to ja i nadrabiam już rozdziały.
    Na początku historia Lotti wydawała mi się trochę nudna, ot, grzeczna dziewczynka, dostała szanse, spełnia marzenie itp. ALE okazało się, że jest zupełnie inaczej i w pewien sposób przyćmiła nawet Lexi. Jej perspektywa jest dla mnie bardziej nieprzewidywalna, a to lubię. Ciekawi mnie dalsza relacja Lotti z Kirkiem, na pewno nie będzie jej łatwo.
    Lubię to, że nie boisz używać przekleństw w opowiadaniu, nadaje to charakteru bohaterom i opowiadaniu. Cieszę się, że Lexi odczuwa jakieś niedogodności związane z narkotykami (kurde, jak to brzmi XD). Bardzo, bardzo, podoba mi się jej relacja z Michaelem. Przekazujesz w ich krótkich rozmowach jednocześnie przywiązanie, nawet ciepło, ale jednocześnie taki luz i zabawę.
    Lecę czytać dalej!
    Golden, wkrainiecienaimroku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń