środa, 5 czerwca 2019

Route Diaries 7

LEXI

20 kwietnia 1986 r.
American Hotel
Detroit
Udało mi się dorwać Bobby'ego i Breta jeszcze przed wieczornym koncertem. Rikki'ego zaliczyłam kiedy zeszli ze sceny. W hotelu noc spędziłam z Michael'em, ale upił się wódą i był do niczego, więc nad ranem przeniosłam się do Sami'ego.
Tylko CC wciąż pozostawał dla mnie nieuchwytny. Głównie dlatego, że przez większość czasu kiedy nie był na scenie, zgonował gdzieś w kącie. Chyba tydzień minął zanim go w końcu wyruchałam! Prawie non stop jechał na heroinie, więc zaproponowałam, żeby poszukać dilera. Wyszliśmy na miasto. Ostatnie co pamiętam z tamtej nocy to jakiś marny klub ze słabą muzą. Dalej była już tylko ciemność, a potem obudziłam się w przydrożnym motelu w kompletnie innym mieście.
CC był spoko, nawet całkiem przystojny i nie najgorszy w łóżku, ale po spróbowaniu smaku każdej z "trucizn" stwierdziłam, że najbardziej lubię Breta. Dobrze mi się z nim pieprzyło.
Za to Michael chyba poczuł się zagrożony, bo większość czasu zaczęłam spędzać z Bret'em, a nie z nim. W sumie czego spodziewał się po groupie?
Monroe zawsze bywał zazdrosny, a ja miałam z tego niezły ubaw. Chodził wtedy taki nadąsany, nie chciał dzielić się kokainą i stroił fochy jak jakaś baba. Przeszło mu dopiero jak zobaczył, że pożyczam Bret'owi moją najdroższą pomadkę i dotarło do niego, że jak się nie ogarnie to może o niej zapomnieć. To znaczy mógłby sam sobie taką kupić, w końcu było go stać, ale na moje szczęście chyba nie wpadł na ten pomysł i przyszedł do mnie z butelka whisky i działką koki na przeprosiny.
Siedzieliśmy w hotelowym jacuzzi. Dochodziła północ. Byliśmy tylko ja, Michael, Jack Daniels i ... reszta tych debili z Hanoi Rocks skaczących na główkę do basenu obok.
Nie, żebym była typem romantyczki, ale czasem fajnie mieć chwilkę tylko we dwoje. No cóż, nie tym razem.
Przysunęłam się do Michael'a i zanurkowałam.
- Co robisz? - spytał Monroe.
- Zrobię ci loda, chcesz? - zaproponowałam, wynurzając się.
- Jasne, że chcę! - ucieszył się.
- Tylko wyłącz bąbelki - zanurzyłam się z powrotem i dobrałam do sprzętu Michael'a.
- Nie utop się - pogłaskał mnie po włosach blondyn.
Nie minęła chwila, a już zaczął jęczeć i stękać.
- Ohhhh, uhhhh, taaakkk ... - odchylił głowę do tyłu.
- Tylko nie zapaskudź wody! - do jackuzzi wskoczył Andy.
- Ej, Lexi, a mi też obciągniesz? - spytał Nasty, ładując się tuż za nim i zdejmując kąpielowki.
Wysunęłam głowę z wody.
- A wy co?! Amatorzy kąpieli w cudzej spermie? - skomentowałam robiący się w basenie tłok.
- Jesteś obrzydliwa! - zarechotał McCoy - i za to cię kochamy!
- A myślałam, że za duże cycki i macicę wiecznie gotową do odprawiania godów - odgarnęłam opadające mi na twarz kosmyki mokrych włosów.
- Idziemy do mnie? - zaproponował Nasty.
Spojrzałam na Michael, który właśnie taksował wzrokiem kręcące się  przy Razzle'u i Samim półnagie dziewczyny.
- Dobra - powiedziałam do gitarzysty.
Wyszłam z wody i owijając się białym, puchatym ręcznikiem ruszyłam powoli w kierunku pokoju Nasty'ego. On poczłapał za mną.


W pokoju Nasty'ego

- Chcesz drinka? - chłopak sięgnął do barku z alkoholami.
- Oh, jaki z ciebie dżentelmen - zatrzepotałam rzęsami, chichocząc.
- To chcesz, czy nie ?! - niecierpliwił się Nasty.
- Może być wódka z colą - rzuciłam, rozsiadając się wygodnie na łóżku i włączając telewizor.
Suicide podał mi dużą szklankę, a sam usiadł obok z butelką Nightrain'a. Pogapiliśmy się chwilę na powtórkę ostatniego odcinka "Dynastii". Zdjęłam górę od kostiumu kąpielowego i położyłam się. Nasty odstawił na bok prawie pustą butelkę i ściągnął ze mnie majtki. Zaczęliśmy zabawę.
Co jakiś czas odpychałam go od siebie, bo leżąc na mnie zasłaniał mi serial. W końcu stwierdziłam, że teraz moja kolej, żeby być na górze. Usiadłam na niego okrakiem i zaczęłam ujeżdżać.  Teraz to dopiero miałam idealny widok na ekran.
- Mogłabyś trochę bardziej skupić się na mnie, a trochę mniej na Carringtonach i intrygach tej suki Alexis ?! - spytał Nasty z wyraźną pretensją w głosie.
- Od Alexis trzy kroki w bok - pokazałam mu środkowy palec.
Jak śmiał przypierdalać się do mojej serialowej ulubienicy i życiowej mentorki ?!
Pieprzyliśmy się jeszcze przez jakiś czas, aż do pokoju nie wpadł Andy, który pełnił rolę zespołowego posłańca i powiedział, że ekipa Twisted Sister baluje na trzecim piętrze i wszyscy idą chlać do Harpos, bo Dee Snider stawia.
Nie można było przepuścić takiej okazji. Ubraliśmy się szybko i już po piętnastu minutach szliśmy ulicami Detroit jako królowie nocnego świata, gotowi na podbój klubów i burdeli.

21 kwietni 1986 r.
- Cholera jasna! - zaklął Andy - ile jeszcze będziemy tak stać ?! - niecierpliwił się.
- Co ja ci, kurwa, poradzę? - wzruszył ramionami kierowca - o tej godzinie zawsze są takie korki.
Siedzieliśmy stłoczeni w taksówce w samym środku ciągnącego się przez pół miasta korku. Za pół godziny odlatywał nasz samolot. Powinniśmy być dawno na lotnisku, ale po wczorajszej imprezie zaspaliśmy.
- Jeśli zaraz nie ruszymy przepadnie nam lot i z koncertu nici - westchnął Nasty, wypuszczając przez uchylone okno dym z papierosa.
- Manager nas zabije! - dodał Sami.
- O, chyba ruszamy! - zawołał z radością Michael.
Samochód przesunął się o jakieś trzy milimetry i znów stanął.
- Nie no, nie ma chuja, że zdążymy! - Razzle spojrzał na zegarek.
- To co zrobimy? - zapytałam chłopaków.
Michael otworzył drzwi.
- Chodźcie, lecimy! - ponaglił nas.
Ktoś podał szybko zdziwionemu kierowcy pieniądze i wyjmując walizki i torby z bagażnika pobiegliśmy ulicą, przeciskając się między stojącymi autami.
- Ej! Poczekajcie! - krzyknęłam, jedną ręką trzymając się lusterka jakiegoś samochodu, a drugą zdejmując czerwone szpilki.
- Lexi! Nie mamy czasu! - Monroe podbiegł do mnie, podniósł i przerzucił sobie przez ramię.
Biegliśmy jak szaleni. Sami i Nasty wyrzucili po drodze swoje bagaże, bo uznali, że są za ciężkie. Michael'owi wypadł z torby lakier do włosów, ale któryś z chłopaków cofnął się i go podniósł. Bo przecież Monroe nie wytrzymałby bez swojej puszki Aqua Net!
Zdążyliśmy w ostatniej chwili.
- Którędy na lot do Cleveland? - spytał Andy lekko zszokowanej naszym widokiem stewardesy.
- W lewo, tym korytarzem - pokierowała nas - ale zostało siedem minut do startu!
Błyskawicznie przeszliśmy odprawę. Razzle rzucił stojącej przy wejściu kobiecie bilety i wbiegliśmy na pokład.
Zdyszani zaczęliśmy zajmować nasze miejsca.
- Boże, co to było ?! - wysapał zziajany Nasty, siadając pod oknem.
- Eeee, Michael, kotku, możesz mnie już postawić - upomniałam się, gdyż Monroe wciąż trzymał mnie przewieszoną przez swoje ramię.
- O, jasne - zaśmiał się, stawiając mnie na ziemię - prawie o tobie zapomniałem, taka lekka jesteś.
Lecieliśmy wysoko ponad chmurami. Lubiłam podróżować samolotem. Rozejrzałam się po pokładzie. Chłopaki z Poison siedzieli z tyłu i robili jakąś zadymę. Andy zniknął w toalecie z jedną ze stewardes. Razzle i Nasty założyli się kto wypije więcej i teraz kłócili się o to, który z nich wygrał. Michael leżał zwinięty w kłębek z głową na moich kolanach i spał. Wyglądał tak słodko i niewinnie, że aż nie mogłam na niego patrzeć!
Wylądowaliśmy w Cleveland, a że do wieczora mieliśmy jeszcze chwilę, udaliśmy się na małe zwiedzanie.
O dwudziestej koncert, a potem impreza do białego rana. Nie uczyliśmy się na błędach.
Najgorsze były zawsze poranki. Łeb napieprzał jak cholera, z japy waliło jak z klozetu, a tu trzeba było wstać, ogarnąć się i zbierać do drogi.
Ani Michael, ani ja, ani pewnie większość muzyków nie było w stanie zacząć dnia bez zrobienia make-up'u. W moim przypadku było to dość oczywiste ze względu na płeć, ale Michael zużywał dwa razy więcej podkładu, pudru, korektora, rozświetlacza, tuszu, cieni, konturówki i szminki niż ja! A najgorsze było to, że wyglądał lepiej ode mnie!
Byliśmy bardziej jak siostry niż kochankowie. Mogliśmy pożyczać sobie nawzajem ciuchy, kosmetyki, buty... Kiedyś na jednej imprezie ktoś wziął nas za lesbijki. Koleś klepnął Michael'a w dupę, uśmiechnął się jak zboczeniec i rzucił coś w stylu:
"Dlaczego taka ładna dziewczyna prowadza się z drugą laską?"
Ja stałam obok i kisłam ze śmiechu! Chyba pierwszy raz w życiu widziałam, żeby Monroe nie wiedział co odpowiedzieć. Jakby zapomniał języka w gębie!
To było podczas mojej pierwszej trasy z Hanoi Rocks. Już wtedy czas spędzałam głównie z Michael'em. Choć, jak mam być szczera, to na początku bardziej pociągał mnie Andy. Michael wydawał mi się pustą, blond zdzirą, a Andy sprawiał wrażenie ciekawego, tajemniczego kolesia. No cóż, gusta się zmieniają.


LOTTI

21 kwietnia 1986 r.
New Haven Colosium
New Haven
Kolejne dni wydawały się do siebie bardzo podobne. Po całym dniu spędzonym w podróży meldowaliśmy się w hotelach. Ekipa techniczna, dźwiękowcy, sprzątaczki i my, czyli garderobiane, lub jak nazywał nas James "specjalistki od fajnych łaszków i pachnących gaci", jechaliśmy na miejsce koncertu i ogarnialiśmy wszystko - każdy wedle swoich obowiązków. Wszystko pod czujnym okiem Lorri. Po paru godzinach przyjeżdżała Metallica, robili próbę i szli się zrelaksować do garderoby bądź greenroom'u. Później do akcji wkraczałyśmy ja z Viki. Chłopaki obalali kilka browarków, rozgrzewali się i szli na backstage. Show trwał. Miałyśmy chwilę wytchnienia. Chłopaki schodzili ze sceny, robili krótką przerwę, by po chwili wrócić na bis. Koniec koncertu - czas na autografy, zdjęcia z fanami i zabawy z groupies. Ja albo Viktoria zbierałyśmy brudy. Zespół jechał do hotelu lub na imprezę. Viki robiła wszystko, żeby wymigać się od roboty i zabrać się z nimi. Jeśli się jej udało, to ja szłam do pralni. Czasami towarzyszyła mi Lorri, częściej jednak znikała gdzieś z Trip'em. Sala koncertowa powoli pustoszała. Udawaliśmy się na zasłużoną drzemkę, bo rano trzeba było znów wstać, spakować wszystko do drogi i powtórzyć cały schemat.
Były takie dni, że zaraz po występie opuszczaliśmy miasto i jechaliśmy do następnego, w zależności od tego jak bardzo oddalone były od siebie dane miejscowości.
Coraz częściej podróżowałam autobusem Metallicy. Viki twierdziła, że to dlatego, bo chłopaki nas lubią, ale ja nie byłam do końca przekonana. W prawdzie między zespołem, a personelem panowały przyjazne stosunki, jednak ja wolałam nie rzucać się w oczy i nie wyróżniać z tłumu. Wiedziałam, że powinnam skupiać się na pracy. Lorri i Viki były zupełnie inne. Kochały być w centrum wydarzeń i nie miały żadnych oporów przed gadaniem z Metą jak ze starymi znajomymi. Często flirtowały z chłopakami, mimo, że obie były w związkach. Ja bym tak nie umiała. Może dlatego, że byłam tu nowa? W sumie dość szybko załapałam co i jak, ale wciąż miałam spore tyły jeśli chodziło o funkcjonowanie w tym świecie. Tu wszyscy się znali. Nawet jak się nie znali, to szli na piwo i już byli kumplami. Wszystko działo się tak szybko, choć według pewnych stałych reguł. Wszystko wydawało się takie obce, inne. Przez ponad 22 lata nigdy nie wyjechałam poza teren Nowego Jorku, a teraz co dziennie byłam w innym mieście. Dobrze, że miałam przy sobie Lorri. Była może i trochę roztrzepana i szalona, ale przynajmniej zawsze mogłam na nią liczyć. Bez niej nie dość, że nie miałabym tej pracy, to jeszcze w ogóle bym się tu nie odnalazła. Cieszyłam się, że mam taką przyjaciółkę.


5 komentarzy:

  1. To jest niesamowite, że Lexi wyczuwa zły humor Monroe'a przez to, że nie dzieli się z nią wtedy koksem :D
    Podoba mi się to dynamiczne pokazanie chaosu w jakim żyją te nasze gwiazdy. Pewnie tak to właśnie w tamtych czasach wyglądało. Nie wiem jak to opisać, ale czytając czuję jak zanurzam się w tamtym świecie, mimo że trafiło się kilka nazwisk o których nie mam pojęcia. Myślę, że to jest super. Kiedy oglądam amerykańskie filmy to też tak czasem mam. Sukces! :D
    ALE TO BYŁO ZAJEBISTE JAK ONI TAK BIEGLI NA TO LOTNISKO! Czytałam ten rozdział w tramwaju i aż się zaśmiałam kiedy przeczytałam, że Michael'owi wypadł lakier do włosów i ktoś się cofnął, żeby go podnieść! Uwielbiam ten humor! A do tego zaraz potem historia o tym, jak wzięli ich za dwie lesbijki! Miodzio! xD

    Kolejny wgląd w życie Lotti też mi się podobał, czekam na akcje z Kirkiem <3 <3 <3

    Pozdrawiam gorąco!
    Reverie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Lexi zna dobrze Monroe'a ;)
      Co do chaosu, to owszem, w latach 80-tych był i to niezły :D cieszę się, że czujesz ten klimat:D
      Scenę z tym biegiem po trochu zaczerpnęłam z teledysku do "goin down with the ship" :)
      A historia o lesbijkach to już wytwór mojej własnej fantazji XD
      Dzięki za komentarz i serdecznie pozdrawiam
      Lady Stardust:*

      Usuń
  2. Może za dużo narzekam, a poza tym nadal jestem jakieś 15 rozdziałów do tyłu, ale historia Lexi jest dla mnie zbyt kolorowa. Jest za bardzo świadoma tego, co się dzieje jak weźmie. Przynajmniej mam wrażenie, że dla niej wziąć działkę, to jak napić się wody.
    Ogólnie jest fajnie i lubię czytać twoje opowiadanie, bo wciąga.
    Pozdrawiam,
    Golden

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No zdaję sobie sprawę, że niektóre akcje są zbyt nierealne, ale aktualnie jestem w trakcie przepisywania całej tej historii na wattpada i staram się poprawiać niektóre błędy i może za jakiś czas poprawię jakieś drobne nielogiczności i tutaj. Choć z drugiej strony chciałam żeby Lexi była świadoma tego jakie błędy popełnia i w jakim bagnie żyje. No i jest bohaterką, która w swoim życiu już sporo wyćpała więc nie wszytsko działa na nią tak mocno.

      Cieszę się naprawę bardzo mocno, że dobrze Ci się czyta :)

      Pozdrowionka <3
      Lady Stardust ;*

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że mój komentarz nie uraził cię w żaden sposób, bo nie miałam tego na celu. Po prostu wychodzę z założenia, że lepiej zwrócić na coś uwagę, żeby autor w przyszłych pracach wiedział nad czym pracować ;)

      Usuń