LEXI
20 maja 1986 r.Toronto
Kanada
Poison za wszelką cenę starali się udowodnić światu, że są chodzącym kataklizmem, który przewala się przez miasta i miasteczka, niszcząc wszystkich i wszystko, co napotka na swej drodze, nie pozostawiając za sobą ani jednej dziewicy, kropli alkoholu, czy grama koki. Mötley Crüe natomiast byli takim kataklizmem. Gdyby otworzyć słownik na słowie "dekadencja", z całą pewnością znalazłoby się tam ich zdjęcie i to jeszcze takie, na którym perwersyjnie dymają laski, pokazują fiuty, spuszczają się na krzyże lub robią inne rzeczy uznane przez ogół społeczeństwa za wulgarne. Doprowadzili zezwierzęcenie do formy sztuki.
Z Nikki'm było nam po prostu bosko! Przy nim wszyscy moi poprzedni faceci wydawali się skończonymi nudziarzami. Tak, owszem, był pieprzonym ćpunem, ale co z tego?! Nikt tu nie był święty, na pewno ja nie byłam. Nikki dostarczał mi przede wszystkim dwóch rzeczy: dobrą zabawę i sex. Czego więcej mi było trzeba? Oczywiście nie traktowałam go poważnie. Niczego w życiu nie traktowałam poważnie. To tylko komplikuje sprawy. Ja dla Nikki'ego też byłam tylko zabaweczką. Kolejną dziewczyną na jedna noc, no może jedną trasę. Mógł mieć każdą, ale wybrał mnie. Dlatego, że byłam najlepsza? Najładniejsza? Miałam największą dupę i cycki? Chyba raczej dlatego, że ciągle załatwiałam mu dragi. Ładnym dziewczyną dilerzy sprzedają towar taniej. Zwłaszcza tym, które nie mają problemu, żeby obciągnąć im przy okazji fiuta. Nikki dobrze o tym wiedział. Jak nie chciało mu się ruszyć dupy z hotelu, wysyłał mnie na poszukiwania dilerów. Po koncertach imprezowaliśmy jak dzikie bestie. Mötley Crüe było na topie, mogliśmy robić co tylko chcieliśmy - management za wszystko łożył. Nie wiedziałam jak długo jeszcze będę miała okazję tak się bawić. Nikki w każdej chwili mógł mnie olać, albo ja mogłam znaleźć kogoś innego, ale póki co korzystałam ze znajomości z nim ile wlezie.
Hotel Crowne Plaza
Z trudem otworzyłam ciężkie od snu powieki. Powoli obróciłam głowę w stronę okna, przez które wdzierały się promienie popołudniowego słońca. Oślepiona jego blaskiem zmrużyłam szybko oczy. Wygrzebałam się z wielkiego łóżka, na którym oprócz mnie leżeli jeszcze trzej nadzy kolesie i kilka lasek z bitą śmietana na cyckach i korkami od szampana w cipkach (jedna zmieściła tam nawet całą butelkę). Wciągnęłam na siebie zwisające z lampy koronkowe majtki i chwiejnym krokiem ruszyłam do łazienki, nie zwracając zbytniej uwagi na leżących na podłodze pijanych i nieprzytomnych ludzi. Chciało mi się rzygać. Uklęknęłam przy muszli klozetowej i zwróciłam zawartość żołądka, po czym wytarłam twarz w jakąś walającą się po podłodze szmatę i spojrzałam w stronę białej wanny, w której spał Nikki. Pokryta siniakami i bliznami ręka bezwładnie zwisała mu za krawędź wanny i dotykała zimnych kafelków, brudząc je krwią. Na kolanach miał swoja gitarę basową, kilka strzykawek oraz łyżeczkę. Wokół niego zalegały puste puszki i butelki. Usiadłam na miękkiej wykładzinie łazienkowej i gapiłam się na Sixx'a przez kilka kolejnych minut. Przy okazji zapaliłam papierosa, znalezionego przypadkiem w kieszeni brudnych dżinsów Eddie'go Van Halen'a. Kiedy znudziło mi się bezczynne siedzenie, wstałam, weszłam do wanny, siadając na Nikki'ego okrakiem i strzeliłam go w pysk.
- Co do chuja?! - oszołomiony chłopak momentalnie otworzył podkrążone oczy.
- Koniec spania, kotku - powiedziałam, dla odmiany całując go.
- Która godzina? - wymamrotał Nikki półprzytomnym tonem, odsuwając się ode mnie.
- A co ja zegarynka jestem?! Nie wiem - wzruszyłam ramionami - ale lepiej stąd spierdalajmy - dodałam po chwili.
Do apartamentu w każdej chwili mogły wbić gliny, albo przynajmniej wkurwiony kierownik. Nie miałam zamiaru, ani tym bardziej ochoty znajdować się tam, kiedy będzie opieprzał wszystkich za urządzanie sobie z jego hotelu burdelu i imprezowni. Pomogłam Nikki'emu wygramolić się z wanny i jak gdyby nigdy nic zwinęliśmy się stamtąd. Zarzuciłam na siebie czyjąś skórzaną kurtkę, która akurat wisiała przy drzwiach i wybiegliśmy z hotelu, trzymając się z Sixx'em za ręce.
LOTTI
22 maja 1986 r.Arizona Biltmore, A Waldorf Astoria Resort
Phoenix
Trasa po Europie z Motörhead! Kiedy to usłyszałam, myślałam, że padnę. Świętowałyśmy z Lorri cała noc, pijąc tanie wino i domowej roboty szampana.
- O kurwa, poznamy Lemmy'ego! - piszczała Lorri, skacząc po łóżku w samych majtkach z butelką Thunderbird'a w ręce.
- Ty poznasz - poprawiłam ją, siedząc obok na podłodze i paląc skręta - ja, co najwyżej, mogę wyprać mu gacie - westchnęłam - choć pewnie i tak, będzie tyle roboty przy Metallice, że cudem będzie, jak uda mi się chociaż popatrzeć na ich koncert.
Lorri zatrzymała się.
- No chyba cię pogięło, jeśli myślisz, że nie przedstawię mojej najlepszej kumpeli Lemmy'emu! - popukała się w czoło, próbując utrzymać równowagę na sprężynującym materacu.
W tym momencie do pokoju wpadła Viki ubrana, a jak by inaczej, w obcisły top z logo Motörhead.
- Dziewczyny! Dziewczyny! Jedziemy w trasę z Lemmy'm! - zawołała na całe gardło, rzucając się na łóżko i machając nogami w powietrzu.
Lorri podała jej butelkę Nightrain'a.
- To będzie coś! - kontynuowała Viktoria, pociągając łyk wina - Lotti, spotkamy Lemmy'ego, kurwa, Kilimister'a! Czaisz to?! - spojrzała na mnie błyszczącymi oczami.
Uśmiechnęłam się szeroko.
- To wszystko wciąż do mnie nie dociera - odparłam, przejmując butelkę od Viki i siadając obok dziewczyn na łóżku.
Noc zleciała nam jak z bicza strzelił. Zasnęłyśmy dopiero nad ranem, upite radością... i nie tylko. Czekała mnie w życiu kolejna wielka przygoda. Nie mogłam uwierzyć, że coś tak cudownego spotyka akurat mnie.
LEXI
25 maja 1986 r.Pittsburgh Civic Arena
Pittsburgh
Mötley Crüe dostali propozycję trasy z KISS. Nikki się jarał, lubił ich jako dzieciak. Ja też się cieszyłam. Ruchanko z Gene'm Simmons'em zawsze było u mnie mile widziane.
Już po pierwszym koncercie Mötleye poszli w miasto się najebać, a ja zostałam z ekipą KISS.
Pewnie gdyby nie moja reputacja słynnej już groupie, za żadne skarby nie dopchałabym się do zespołu (3/4 publiczności stanowiły napalone laski), ale na szczęście mnie chłopcy już znali i chętnie skorzystali z moich usług po raz kolejny. Zaczęłam tradycyjnie od Gene'a. Musieliśmy się streszczać, bo jak to ujął Simmons "jeden chuj na tyle cipek to nierówna walka'. Przy okazji pogadaliśmy sobie trochę i powspominaliśmy stare, dobre czasy.
To było moje czwarte spotkanie z KISS. Pierwsze odbyło się podczas trasy Creatures of the Night. Wtedy dopiero zaczynałam przygodę z moją profesją i grzecznie czekałam wraz z innymi małolatami w kolejce do kurnika. Za drugim razem przyszliśmy na koncert z chłopakami z Rush, a że oni znali się z KISS, to i mnie wkręcili w to towarzystwo. Ruszyłam wtedy z tą czwórką wymalowanych kolesi w trzy tygodniowe tourneè po Japonii i spotykałam się przez pewien czas z Paul'em. Za trzecim razem urwałam się z trasy z Def Leppard tylko po to, by znów dołączyć do KISS'ów, a w zasadzie do ich supportu - Bon Jovi. Pamiętam dobrze jak wtedy jarałam się Jon'em i jak wyglądał nasz pierwszy raz. Stałam akurat przy wzmacniaczach i stroiłam gitarę dla Mark'a St. John'a, bo miał jakieś problemy z ręką. Jon zauważył mnie, podszedł i przywitał się swoim słodkim głosem:
- Cześć, ślicznotko!
Podniosłam wzrok znad gryfu gitary i poczułam, że miękną mi kolana. Był taki oszałamiająco przystojny i nieziemsko czarujący!
- Hej - rzuciłam, nie chcąc pokazać, że się przy nim denerwuję.
Jon uraczył mnie swoim nieskazitelnym uśmiechem.
- Masz może pożyczyć lakier do włosów? - zapytał.
- Jasne - odparłam, drżącą ręką sięgając do torby leżącej obok wzmacniacza i mechanicznym ruchem podając mu puszkę lakieru Aqua Net.
Jon spryskał swoją i tak nienaganną fryzurę i oddał mi puszkę.
- Dzięki - rzucił i jeszcze raz obdarzył mnie swoim perfekcyjnym uśmiechem, po czym oddalił się w stronę garderoby.
Zagryzłam dolną wargę i patrzyłam jak jego sexowny tyłeczek powoli znika mi z oczu. Miałam pozwolić mu tak po prostu odejść? Otóż nie tym razem. Odstawiłam wiosło Mark'a na stojak i czym prędzej pobiegłam za Jon'em. Skończyliśmy na stole bilardowym w jego garderobie przy dźwiękach "I want to know what love is" Foreigner. To był jeden z najlepszych razy w moim życiu! Do dziś go miło wspominam.
Gdy mój czas na wspominki z Gene'm dobiegł końca, udałam się do Paul'a.
- Lexi! Wyglądasz wspaniale, nic się nie zmieniłaś - zaczął Stanley, siląc się na niepotrzebną grzeczność - jak się miewasz?
- Dobra, dobra, daruj se te komplementy - przewróciłam oczami zniecierpliwiona - wiesz przecież doskonale po co tu jestem - puściłam do niego oczko, siadając na szklanym stole i rozkładając szeroko nogi.
Paul, nie czekając ani chwili dłużej, uklęknął przede mną i włożył głowę między moje uda. Wczepiłam palce w jego długie kręcone włosy i westchnęłam z rozkoszy. Dla takich właśnie chwil opłaca się być groupie.



Cześć!
OdpowiedzUsuńPrzeczytane! Bardzo dużo seksu i narkotyków u Lexi, ale oczywiście nie narzekam, bo bardzo dobrze się to czyta. Podoba mi się jak opisujesz tę sferę. Nie jest to taki szczeniacki opis, tylko już jakby krok dalej. Ja to sobie tłumaczę tym, że już coś wcześniej pisałaś i dobrze kontrolujesz język :D Wielki plus, bo ciężko byłoby przebrnąć przez niesmaczne fragmenty. Tutaj tego nie ma, wszystko jest pyszniutkie!!! <3
Myślałam, że Poison to są wariaci, ale jednak Motleye biją ich na głowę! Aż się boję co będzie w przyszłości.
Lotti jarająca się Motörhead to jest bardzo przyjemna wersja Lotti, ale ja czekam wciąż na tą zakłopotaną dziewczynę, która bardzo powolutku nawiązuje znajomość z Kirkiem :D
Fajnie, że udało jej się znaleźć taką dobrą przyjaciółkę jaką jest Lorri. Na pewno jest dla niej ogromnym wsparciem, a przy okazji pomaga jej spełniać marzenia.
Bardzo fajny rozdział <3
Pozdrawiam cieplutko,
Reverie.
P.S. Czy podobieństwo imion Lotti i Lorri jest przypadkowe? Czy można to traktować jako wyraźną wskazówkę, że to bratnie dusze?
P.S. 2 Czy to, że Lotti, Lorri i Lexi zaczynają się literą "L" to od jakiegoś konkretnego słowa, np. love albo lust? :D Bardzo jestem ciekawa tej warstwy Twojej twórczości!
Bardzo się cieszę, że dobrze się to czytało :D szczerze mówiąc,miałam pewne obawy czy trochę nie za dużo tego seksu i narkotyków, ale w końcu to Mötley Crüe XD oni muszą szaleć, a Lexi w ich towarzystwie czuje się jak ryba w wodzie :D
UsuńJeśli chodzi o Lotti,to ten fragment był tylko takim występem do jej przygód na trasie z Motörhead. Za jakieś dwa rozdziały planuję dla niej ciekawe (mam nadzieję) spotkanie z Lemmym :)
A z tymi imionami to jest tak, że sama mam imię zaczynające się na L - Laura i tak jakoś wyszło, że straszenię lubię tę literkę XD (z początku nawet Viki miała mieć na imię Lili XD) postać o imieniu Lorri występowała już w jednym z moich pierwszych opowiadań i stwierdziłam, że wykorzystam ją dalej, a Lexi i Lotti to zdrobnienia od Alexa i Charlot, ale wymyślając imiona dla głównych bohaterek stwierdziłam, że ich zdrobnienia muszą zaczynać się na tą samą literę :) rozważałam jeszcze opcję Roxy i Rita XD
Bardzo dziękuję za komentarz i pozdrawiam gorąco :*
Lady Stardust
Ale super :D Czułam, że coś jest na rzeczy z tym "L"! Ha! Nie pomyliłam się za bardzo. Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział <3
Usuń32 yr old Software Consultant Dolph Tear, hailing from Schomberg enjoys watching movies like Only Yesterday (Omohide poro poro) and Gambling. Took a trip to Madriu-Perafita-Claror Valley and drives a Ferrari 212 Export Berlinetta. zasob
OdpowiedzUsuń