LEXI
11 maja 1986 r.Four Seasons Hotel
Boston
- Cześć, mam na imię Nikki, a ty jesteś taka piękna, że mam ochotę cię wyruchać tu i teraz, ale wczoraj włożyłem kutasa w nieodpowiednią szparkę i teraz swędzą mnie jajca, więc może wpadniesz jutro? - tak brzmiały pierwsze słowa, które do mnie wypowiedział.
Czarne włosy niemal w całości zasłaniały mu oczy, a buty na platformie dodawały co najmniej kilkanaście centymetrów wzrostu. W sumie nie interesował mnie zbytnio, wolałam Vince'a Neil'a, ale mimo wszystko z niewiadomych przyczyn postanowiłam dać mu szansę.
- Jeśli do jutra nie odpadnie ci fiutek, to daj znać, przyjdę - rzuciłam bez emocji.
Po koncercie od razu zaczaiłam się na Vince'a. Nie było to łatwe, gdyż jako frontman i wokalista Mötley Crüe, Neil dwadzieścia cztery godziny na dobę otoczony był wianuszkiem dziewczyn, które nie odstępowały go na krok. Zawsze lubił otaczać się laskami takimi jak ja - łatwymi i bez żadnych hamulców. Ja natomiast lubiłam facetów takich jak on - sexownych muzyków. Nie pozostało nam nic innego, jak spędzić ze sobą noc. Zrobiliśmy trójkącik z moją kumpelą Pati, która akurat była w mieście z chłopakami z Great White.
Z Pati poznałyśmy się podczas trasy ze Scorpions kilka lat temu. Razem obciągałyśmy kutasa nie jednemu kolesiowi. Ona, podobnie jak ja, zaczynała na ulicy. Matka wyrzuciła ją z domu po tym, jak w wieku czternastu lat zaszła w ciąże z kolegą z klasy. Pati nie miała wyboru, musiała dawać dupy, żeby mieć za co przeżyć. Dość szybko wyrobiła sobie opinię całkiem niezłej dziwki, a jeszcze szybciej pokochała blask fleszy, światła reflektorów, drogie hotele i limuzyny. Jej pierwszym koncertem był Aerosmith. Steven'owi od razu się spodobała. Podobno wypatrzył ją wtedy w tłumie i wciągnął na scenę podczas wykonywania piosenki "Rag doll". Pati pojechała z chłopakami na tournée po Europie i od tamtej pory ruchała już tylko gwiazdy rock'a i okazjonalnie aktorów.
Chociaż nasza noc z Vince'm była upojna, to między mną, a ślicznym blondynem nie zaiskrzyło. Dlatego też już następnej nocy zapukałam do drzwi pokoju Sixx'a. Miałam na sobie koronkowe rękawiczki, skórzaną spódnicę, czerwony top i moje najlepsze szpilki. W tym stroju nikt nie mógł mi się oprzeć.
- Kutas na miejscu? Bo mam ochotę go ujeżdżać - zawołałam z uśmiechem na powitanie, wchodząc przez uchylone drzwi.
- Spierdalaj! Idź sobie! Chcę być sam! - usłyszałam w odpowiedzi.
Zatkało mnie, chyba pierwszy raz w życiu. Takiego przywitania się nie spodziewałam.
Nikki leżał na łóżku zlany zimnym potem. Cały się trząsł. Miał przekrwione oczy i ledwo mógł złapać oddech. Wyglądał jakby zaraz miał się przekręcić.
- Jezu! Co ci jest? - spytałam, stając w progu i gapiąc się na niego.
Nie powiem, przestraszyłam się tym widokiem.
- Wyjdź stąd! - krzyknął Sixx, wbijając pomalowane czarnym lakierem paznokcie w mokry od potu i nie tylko materac.
Chciał poderwać się z łóżka, ale zamiast tego jedynie skręcił się z bólu z wyraźnym grymasem na twarzy.
Podeszłam bliżej. Serce zaczęło mi szybciej walić.
- Może ci jakoś pomóc? - zapytałam, tak pewnym siebie tonem, na jaki tylko było mnie stać.
- Nikt nie może mi pomóc, rozumiesz?! - syknął chłopak - ja nie jestem sobą! Skończyła mi się heroina, koka, amfa, wszystko! - wysapał, chwytając mnie mocno za nadgarstek i wlepiając we mnie swój przerażony wzrok.
Uśmiechnęłam się chytrze. Do głowy wpadł mi pomysł jak wykorzystać tę jego słabość.
- Wiesz, tak się składa, że mam w pokoju trochę heroiny - wyznałam, opanowując początkowy lęk - jak dasz kasę, to ci przyniosę - sądząc po jego minie wiedziałam, że mam go w garści.
- Przynieś, to ci zapłacę - jęknął Nikki, zwijając się w kłębek i rozprostowując nagle - szybko!- zaczęło miotać nim na wszystkie strony.
Wyszłam stamtąd i po chwili wróciłam z dilerką pełną białego proszku i całym zestawem "małego ćpuna".
Tak oto narodziła się nasza toksyczna znajomość. Wtedy oczywiście nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, do czego doprowadzi nas ten chory związek. O tym mieliśmy się już niebawem przekonać.
LOTTI
17 maja 1986 r.
Salt Palace
Salt Lake City
Amerykańska część Damage I.N.C. Tour dobiegała końca, co oznaczałoby, że za chwilę znowu będę bezrobotna. Oznaczałoby, gdyby nie fakt, że Lorri załatwiła mi angaż na europejską część trasy.
- Boże, przecież ja nigdy w życiu nie byłam w Europie! - wytrzeszczyłam oczy, kiedy poinformowała mnie o tym, że nasza wspólna przygoda jeszcze się nie kończy.
- No i co? - machnęła ręką Lorri - ja byłam tylko dwa, no może trzy razy w U.K. i raz w Paryżu - powiedziała, jakby to było takie "nic" - damy radę, będziemy trzymać się razem - zapewniła mnie, obejmując ramieniem.
Dostałyśmy kilka dni wolnego, żeby móc odpocząć nieco i przygotować się do dalszej podróży. Pojechałyśmy więc całą trójką, razem z Viki, na małe zakupy do pobliskiej galerii handlowej. Musiałam w końcu sprawić sobie walizkę albo chociaż większą torbę, mój plecak już pękał w szwach. Opuszczając dom nastawiłam się na jednorazowe szaleństwo na koncercie i ułożenie sobie życia na nowo w innym mieście, a tymczasem już ponad miesiąc tułałam się z ekipą Metallicy po całych Stanach. Mój biedny, stary, wysłużony plecaczek, pokryty naszywkami i przypinkami przeróżnej maści, nie był w stanie pomieścić wszystkich nagromadzonych przeze mnie podczas tej wędrówki rzeczy. A trochę ich było. Nigdy nie uważałam się za zbieracza, ale w prost nie mogłam się powstrzymać przed kupnem pamiątek i płyt z miejsc, w których nigdy wcześniej nie byłam. Nie wspominając już o przepustkach za kulisy, których mimo, że dostawałam je każdej nocy, nie byłam w stanie wyrzucać.
Odwiedziłyśmy kilka sklepów i mniejszych stoisk. Lorri kupiła sobie nowe buty, czarne obcasy na grubej podeszwie obijane ćwiekami. Viki wygrzebała na przecenie w jednym z butików sukienkę w lamparcie cętki i okulary przeciwsłoneczne tak bogato zdobione i kiczowate, że nie powstydziłby się ich sam Elton John. Zainwestowała też w nowy sprzęt fryzjerski - suszarkę i lokówkę.
- Nie potrzebnie przepłacałaś - skomentowała jej zakup Lorri - i tak dobrze wiesz, że Lars nie pozwoli ci zrobić z Mety pudli - dokuczała jej.
- Jeszcze zobaczymy - odparła Viktoria, nie zwracając uwagi na docinki koleżanki i zakładając na nos swoje nowe okulary - poza tym, to nie dla Lars'a tylko dla mnie. Kto wie, może trafi nam się jako support jakiś niezły zespolik z przystojnymi kolesiami w składzie? W moim wieku powinnam zacząć szukać sobie bogatego męża - powiedziała i pobiegła w podskokach w kierunku stojącej na środku galerii fontanny.
Ja i Lorri popatrzyłyśmy po sobie.
- Dziewczyny, ma któraś z was drobne? - zawołała Viki, grzebiąc z zapałem w torebce.
- Nie, a po co ci ? - zdziwiła się Lorri.
- Żeby wrzucić do fontanny - odparła Viktoria - dobra, już znalazłam - ucieszyła się, wyjmując z jednej z wewnętrznych kieszeni torebki 10 centów - chciałabym mieć przystojnego, bogatego i fajnego faceta, który zapewniłby mi lepsze życie - poprosiła, patrząc na monetę, po czym wrzuciła ją do fontanny.
Lorri tylko popukała się w czoło.
- Ona chyba zapomniała, że w tej jej Oklahomie czeka na nią narzeczony - szepnęła do mnie, ale na tyle głośno, że Viki też usłyszała.
- Niech sobie czeka - wzruszyła ramionami dziewczyna - ja na razie do Oklahomy się nie wybieram - stwierdziła z pełnym przekonaniem w głosie.
- Ta, poza tym każdy wie, że fontanny wcale nie spełniają życzeń - mruknęła Lorri, kątem oka patrząc jak na jej słowa zareaguje koleżanka.
- Oczywiście, że spełniają! - zaprzeczyła jej słowom Viki.
- No może co najwyżej życzenia tego gościa - zaśmiała się Lorri, wskazując na menela skrzętnie wybierającego monety z wody.
- Że co?! - Viktoria gwałtownie obróciła się - Ej! Zostaw to pan! - krzyknęła do bezdomnego, lecąc w jego stronę i próbując wyrwać mu pieniądze.
Nie powiem, miałyśmy z tego z Lorri niezły ubaw.
- Pomożemy jej? - zapytałam po chwili śmiechu.
- Chyba raczej jemu - poprawiła mnie Lorri, kierując wzrok na wyraźnie przegrywającego mężczyznę - ale masz rację, lepiej rozdzielmy ich zanim zrobią to ochroniarze - stwierdziła i obie ruszyłyśmy w stronę szamoczącej się dwójki.


Super rozdział!
OdpowiedzUsuńLexi standardowo - można by nawet rzec, że u niej wszystko w porządku.
Ciekawe jaki to będzie ten toksyczny związek. Już kotłują mi się wyobrażenia w głowie. Och, Lexi, uważaj na siebie! Przecież musisz spotkać swoją siostrę! Nie chcesz chyba, żeby nie zdążyła Cię poznać!
Jestem też bardzo ciekawa podróży Lotti do Europy! Mam przeczucie, że zbliży się w tej podróży z Kirkiem. Może jakieś wieczorne spacery ulicami najpiękniejszych stolic? Romantyczne wizyty w paryskiej pralni? Zgubienie się w okolicach londyńskiego Wembley? A może ratująca przed śmiercią głodową kiełbasa z nyski w Berlinie?
Czekam w napięciu!
Pozdrawiam gorąco!
Reverie.
Droga Reverie! Czy mówiłam Ci już, że wprost kocham czytać Twoje komentarze <3 <3 <3
UsuńPodsunęłaś mi sporo ciekawych pomysłów jeśli chodzi o europejskie przygody Lotti :D
No a nasza Lexi, wpada powoli w poważne tarapaty. Jej związek z Nikkim rysuje mi się w głowie jako wyjątkowo (nawet jak na Lexi) chaotyczny i bużliwy. Z Mötley Crüe hasło "sex, drugs and rock n roll" wejdzie na kompletnie nowy poziom (a przyjemniej taki mam zamiar) :D
Serdecznie dziękuję za komentarz i cieplutko pozdrawiam :*
Lady Stardust <3