LOTTI
4 maja 1986 r.Hotel Peabody
Memphis
Umówiłam się z Viki, że ogarnę Lars'a, Cliff'a i James'a, ale żeby ona zajęła się Kirk'iem. Zgodziła się, choć nie mogła zrozumieć dlaczego nie chcę mieć do czynienia z największym, jej zdaniem, ciachem w Metallice. Hammett próbował kilka razy ze mną pogadać, ale skutecznie mu się wymykałam. Było mi przykro, nie chciałam aby pomyślał, że robię to, bo go nie lubię czy coś. Wręcz przeciwnie. Bardzo go lubiłam, ale tylko lubiłam. Był moim idolem odkąd skończyłam 16 lat i pierwszy raz usłyszałam o Metallice. Praca dla niego i chłopaków była jak spełnienie najskrytszych marzeń, a kumplowanie się z nimi to już w ogóle totalny kosmos! Tym bardziej czułam się fatalnie po tym jak przespałam się z Kirk'iem. Tyle razy powtarzałam sobie, że nigdy nie będę jak te wszystkie dupo-fanki, które przychodzą na koncerty tylko po to, by zaliczyć po kolei wszystkich muzyków. A teraz co? Byłam właśnie jak one! Miałam wrażenie, że spieprzyłam sprawę i to po całości!
Zaraz po występie popędziłam do hotelu. Na szczęście dziś nie była moja kolej na pranie. Popatrzyłam chwilę na tę słynną fontannę z kaczkami stojącą w holu i udałam się do swojego pokoju. Zasnęłam szybko i jeszcze szybciej się obudziłam. A w zasadzie to obudził mnie łomot w drzwi.
- Charlot! Otwieraj! Szybko! - darła się Viki, waląc pięściami w drzwi.
- Już, już! - podbiegłam do wejścia i ją wpuściłam.
- No nareszcie! - zawołała dziewczyna - sterczałam tam z dobre 20 minut! - wskazała na różowy zegarek, który miała zawieszony na nadgarstku.
- Nie zabrałaś ze sobą kluczy? - spytałam, ziewając i zamykając za nią drzwi.
- Gdzieś je posiałam - wzruszyła bezradnie ramionami - przy okazji, jeśli masz jakieś dragi to pozbądź się ich i to szybko - powiedziała, idąc do kibla - Lorri dowiedziała się, że mają nam zrobić niespodziewany najazd policji z psami - wyjaśniła, wsypując do muszli klozetowej wszystkie tabletki i proszki jakie tylko miała i spuściła wodę.
Lorri nie pomyliła się. Jeszcze tej nocy w hotelu pojawili się funkcjonariusze i zaczęli przeszukiwać nasze pokoje.
- Ale żeby tak w środku nocy?! - przewróciła oczami wyraźnie niezadowolona Ellen.
Stała na korytarzu ubrana w niebieski szlafrok. Obok niej o ścianę opierał się Sebastian - techniczny Mety, a prywatnie chłopak Ellen. Ten miał na sobie wyłącznie T-shirt z logo The Rolling Stones i ręcznik przewiązany w pasie. Policjanci zaskoczyli ich. Kiedy Lorri i Viki biegały po hotelu uprzedzając wszystkich, oni akurat byli zajęci sobą.
- Takie mamy procedury - odpowiedział oschle gliniarz.
Jemu najwyraźniej również nie chciało się tu być. Zresztą komu by się chciało o czwartej nad ranem przeszukiwać niemalże całe piętro hotelu, pokój po pokoju, narażając się przy tym na najrozmaitsze wyzwiska i obelgi pod swoim adresem?
- Ktoś musiał nas podkablować - szepnęła Lorri, pochylając się do mnie.
- Co to jest? - zapytał policjant, wyjmując z pomiędzy rzeczy Ellen opakowanie od jakiś leków.
Dziewczyna lekko zbladła.
- Tabletki na ból głowy - odparła, starając się zachować zimną krew - No co?! Często imprezuję, piję to mam kaca - ciągnęła, widząc podejrzliwy wzrok mężczyzny - to chyba nie jest zabronione?
- Yyyyy, nie, nie, oczywiście - pokręcił głową gliniarz, odkładając opakowanie na miejsce.
Ellen odetchnęła z wyraźną ulgą. Tym razem się jej upiekło.
Ponieważ policjanci niczego nie znaleźli, mogliśmy spokojnie wrócić do spania.
- Często dzieją się tu takie akcje? - zapytałam Lorri kiedy było już po wszystkim.
- Od czasu do czasu - odpowiedziała - głównie wtedy, gdy śpimy w pięcio gwiazdkowych hotelach razem z jakimiś ważniakami, którzy dają cynk władzom, że niby zakłócamy ciszę nocną i jesteśmy pod wpływem. Ale nie ma się czym martwić. Wystarczy, że nic przy tobie nie znajdą i po problemie.
LEXI
6 maja 1986 r.
Hotel FloloridanTampa
- Zmieniamy support - ogłosił manager Hanoi Rocks.
Nikt się nie przejął. Byliśmy bardziej zajęci wciąganiem koksu i chlaniem wódy, niż słuchaniem kogokolwiek.
- Halo! Dotarło do was?! - mężczyzna podniósł głos.
- Ale co? - zdziwił się Michael, odrywając się od stołu z białym nosem.
- Vinnie Vincent Invasion będzie waszym nowym supportem, rozumiecie? - upewnił się manager, choć nie liczył na to.
- Vinnie Vincent co? - podrapał się w głowę Nasty.
Najwyraźniej pierwszy raz w życiu słyszał o takim zespole.
- Vinnie Vincent Invasion, no wiesz ten zespół byłego gitarzysty KISS - wyjaśnił mu Andy, nieco bardziej obeznany w świecie amerykańskiej muzyki.
- Aha, to ten - pokiwał głową Nasty, choć i tak ni chuja mu to mówiło.
- A co z Poison? - zapytałam między jednym a drugim niuchem.
- Dostali propozycję trasy z Mötley Crüe - powiedział manager.
- Z Mötley Crüe? - upewniłam się - no to ja jadę z nimi! - oznajmiłam.
- Ej, Monroe, dziewczyna chce ci uciec - zauważył Sami.
Ja i Michael obrzuciliśmy go chłodnym spojrzeniem.
- Nie jestem jego dziewczyną!
- Ona wcale nie chce mi uciec!
- CO?! - wykrzyknęliśmy jednocześnie patrząc na siebie zdziwieni.
- Jak to nie jesteś moją dziewczyną? - Michael wydawał się być szczerze zaskoczony.
- Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?! - popukałam się w czoło.
Co on se znowu ubzdurał?!
- Odpowiedz mi!
- Oczywiście, że nie jestem! Nie jestem ani twoja, ani niczyja! - zdenerwowałam się - pieprzę się tu ze wszystkimi i mogę robić co zechcę, a jeśli chcę jechać w trasę z Poison i Mötley Crüe, to tak właśnie zrobię! - krzyknęłam.
Chyba trochę mnie poniosło, no ale nic nie poradzę, taki już mój charakter.
- Uuu, niech ktoś idzie po popcorn, zapowiada się niezłe przedstawienie - wtrącił się ten idiota Sami.
- Zamknij się! - warknęłam.
- Ej, nie krzycz na niego! - oburzył się Monroe.
Chyba bardziej niż to, że podniosłam głos na jego kolegę, dotknęło go to, co mu przed chwilą powiedziałam.
- To ty nie krzycz na mnie! - wrzasnęłam, tym razem na Michael'a - zresztą, jebać was, idę się pakować!
Wyszłam stamtąd i szybkim krokiem udałam się do swojego pokoju.
Michael pobiegł za mną.
- Lexi, błagam cię, daj spokój! Zostań z nami - prosił, licząc, że zmienię zdanie.
Spojrzałam tylko na niego i bez słowa wyciągnęłam spod łóżka moją walizkę, po czym zaczęłam ładować do niej wszystkie ciuchy i kosmetyki walające się po podłodze. Jedna para szpilek nie zmieściła mi się do środka, więc jak gdyby nigdy nic, wypieprzyłam ją przez okno.
- Podjęłam już decyzję - wycedziłam, chcąc uciąć temat na dobre.
- No weź, to przez tę durną kłótnię? - chłopak wybałuszył na mnie te swoje niebieskie oczka.
Wzięłam leżącą na szafce przy łóżku paczkę fajek i wyszłam na balkon.
- Serio, nie bierz tego zbyt do siebie - powiedziałam do Michael'a, ochłonąwszy nieco - taka po prostu jestem - westchnęłam, patrząc na roztaczający się stąd widok na miasto - nie jestem w stanie znieść jakiejkolwiek rutyny, tych samych miejsc, osób... to mnie doprowadza do szału! Potrzebuję zmian.
- Cholera, Lexi! - Monroe złapał mnie za ręce - ja cię kocham! - wykrzyknął - nie opuszczaj mnie, kochanie! Jeśli mnie zostawisz, zabijesz mnie! - dramatyzował.
- Nie bajeruj mnie tekstami z twoich własnych piosenek! - upomniałam go.
Zapomniał chyba, że znam na pamięć je wszystkie.
- No to co mam zrobić, żebyś nie wyjechała? - rozłożył bezradnie ręce.
W jego oczach dostrzegłam coś, czego nie widziałam wcześniej. On to chyba wszystko mówił na serio!
- Ej, ale ty zdajesz sobie sprawę, że oprócz ruchania, to nic nas nie łączy, nie? - chciałam zyskać pewność.
Poważnie?! Żebym po tylu latach wciąż musiała to tłumaczyć?!
- Czyli, że nie jestem dla ciebie niczym więcej, niż tylko tymczasowym bolcem?!
Zaśmiałam się lekko z tego określenia.
- Oczywiście, że jesteś czymś więcej - pocałowałam go - jesteś moim przyjacielem, tylko na ciebie zawsze mogę liczyć - chciałam jakoś poprawić mu nastrój - to co, może pożegnalny numerek? - zaproponowałam.
Od razu poczuł się znacznie lepiej.
Michael szybko się po mnie pocieszył. Nie zdążyłam jeszcze postawić stopy na pokładzie autobusu Poison, a on już prowadzał się z inną dziwką. Nie miałam mu tego za złe. W relacjach z mężczyznami zawsze stawiałam sprawę jasno - sex to tylko zabawa. Od początku zaznaczałam, że nie traktuję niczego poważnie i nie zamierzam się zmienić. Facetom to odpowiadało. Muzycy jadąc w trasę chcieli się wyszaleć. Nikt tu nie szukał miłości, tylko łatwej okazji do pieprzenia się. Połowa z nich miała żony, czy dziewczyny, które czekały na nich w domach, podczas gdy ci zabawiali się z fankami. I nie było w tym nic złego. Tak po prostu wyglądało nasze życie.


Świetny rozdział, droga Lady Stardust!
OdpowiedzUsuńZaczynam rozumieć o co chodzi Lotti z tym ukrywaniem się! Teraz to ma sens i pasuje do jej charakteru. BARDZO mnie ciekawi jak dalej potoczy się akcja :D
Kirk to zdecydowanie największe ciacho w Metallice!
Z drugiej strony, czy wyszła na dupo-fankę to nie wiem. Czuję, że Kirk tak tego nie potraktował (jeśli coś pamięta).
Najazd policji! Już myślałam, że kogoś zamkną! Ellen była już o krok od wielkiej wtopy!
Szpilki wyrzucone za okno to jest właśnie to za co uwielbiam Lexi! Bardzo zdecydowana kobieta, takie lubię! Dobrze, że koniec rozdziału wyjaśnił, że Michael wcale jej nie kochał, bo już myślałam, że to jest bardzo naiwny facet. Trasa z Poison i Mötley Crüe! O matko! Ale to będzie super! <3
Świetny rozdział! Pisałaś coś wcześniej? Jakąś książkę czy opowiadanie?
Pozdrawiam gorąco i czekam na kolejny rozdział, który, mam nadzieję, pokaże konfrontację Kirka i Lotti.
Reverie. <3
Dziękuję, kochana Reverie!
UsuńOd razu mogę zapewnić, że cała akcja z Kirkiem i Lotti wyjaśni się juz w następnym rozdziale, nad którym już pracuję :D
Jeśli chodzi o Lotti i jej ukrywanie się, to ona strasznie wyolbrzymia sprawę, ale o tym już w kolejnym rozdziale ;)
Michael do Lexi czuł swego rodzaju sympatię, ale miłością tego nazwać nie możemy, bardziej zauroczeniem. Choć gdyby ona zgodziła się zostać na pewno byłby przeszczęśliwy XD
A jeśli chodzi o pojawienie się Mötley Crüe, to będzie się działo XD
Jak mam być szczera to wcześniej sporo pisałam, głównie krótsze opowiadania. To, które aktualnie zamieszczam na blogu to moje najnowsze (chociaż pierwsze rozdziały już trochę lat mają)
Dość długo zwlekałam z tym żeby zacząć coś publikować, dlatego bardzo się cieszę, że Ci się podoba :D <3
Pozdrawiam :*
Lady Stardust
Tak czułam! Wyolbrzymia i tyle! A przy tym jeszcze może wpędza Kirka w kompleksy, bo może on teraz myśli, że jej się nie podobało! O matko! Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału!
UsuńWidać, że pisałaś, bo jest bardzo dobry styl! Super, że zdecydowałaś się coś publikować <3
Całuski ;*
Reverie.
Mam nadzieję, że Lotti w końcu pogada z Kirkiem, chociaż na pewno nie będzie to dla niej łatwa rozmowa. Jednak mam wrażenie, że byłoby jej trochę lepiej.
OdpowiedzUsuń"Nikt się nie przejął. Byliśmy bardziej zajęci wciąganiem koksu i chlaniem wódy, niż słuchaniem kogokolwiek." - piękny cytat, powinnaś go dawać na nagłówku, serio. W 100% opisuje życie Lexi i zespołu.
O nie, mam nadzieję, że drogi Lexi i Michaela jeszcze się skrzyżują, bo jak wspominałam, lubiłam o nich czytać.