LOTTI
14 kwietnia 1986 r.
Felt Forum
Nowy Jork
Nowy Jork
Półprzytomna doczłapałam do hali koncertowej. Wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż wczoraj. Techniczni zwijali sprzęt i rozmontowywali elementy scenografii. Ekipa sprzątająca zbierała puste butelki, puszki, strzykawki, woreczki po dragach i inne śmieci. Wszyscy uwijali się w pocie czoła. Lorri i Trip taszczyli akurat wzmacniacze. Dziewczyna kiedy tylko mnie zobaczyła podbiegła i uściskała mnie.
- Jezu! Charlot wyglądasz jak trup! - skomentowała przyglądając się mojej bladej twarzy, potarganym włosom i zapuchniętym oczom.
- Kiepsko spałam - odrzekłam, nie chcąc drążyć tematu.
- Ale stało się coś? - Lorri spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Nie - zaprzeczyłam.
- Cóż, musisz się przyzwyczaić do nie przespanych nocy. W trasie to normalka.
Uśmiechnęłam się tylko i pokiwałam głową.
- Mogę wam w czymś pomóc? - spytałam, chcąc się na coś przydać.
- Wiesz co, mogłabyś przytargać tu resztę piecyków -odpowiedziała dziewczyna pokazując palcem na stojące przy wyjściu z hali Marshalle.
- Już się robi - odparłam salutując i wzięłam się do roboty.
W głowie miałam mętlik, ale nie chciałam pokazać jak bardzo targają mną emocje. Miałam niepowtarzalną okazję odmienić swoje życie raz na zawsze i przeżć niesamowitą przygodę. Nie mogłam jej zaprzepaścić! Taka szansa zdarza się raz na milion.
- Hej, tylko ostrożnie z tym wzmacniaczem - usłyszałam męski głos.
Odwrociłam się i omal nie padłam. Za mną stał nie kto inny jak Kirk Hammett.
- To mój ulubiony - wyjaśnił, usmiechając się zalotnie.
- Eeee - tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Stałam jak wryta gapiąc się na niego jak ułom - Tak, jasne, oczywiście - otrząsnęłam się po chwili.
- Ej, czy my się przypadkiem skądś nie znamy? - Kirk zrobił minę jakby próbował sobie coś przypomnieć.
- Byłam wczoraj z Lorri na backstag'u - powiedziałam po cichu.
- A no tak - pokiwał głową, choć wiedziałam, że i tak mnie nie pamięta - Ty też dla nas pracujesz? - zapytał.
- Dziś jest mój pierwszy dzień.
- No to witaj w ekipie - Hammett przybił mi piątkę - pogadałbym z tobą jeszcze, ale muszę się zbierać - stwierdził, patrząc w stronę autobusu.
- Jasne, rozumiem.
- Ty pewnie też masz ręce pełne roboty - dodał.
- Tja...
- W takim razie, do zobaczenia później, nowa! - rzucił i oddalił się ku autokarowi.
- Pa - szepnęłam, machając mu na pożegnanie.
Cholera, nie do wiary! Rozmawiałam z Kirk'iem Hammett'em! Dużo powiedziane "rozmawiałam", bardziej przytakiwałam, szczerząc się jak debil.
To teraz tak jakby mój szef. Miałam nadzieję, że nie wyszłam przy nim na kompletną kretynkę.
No cóż...
Z namaszczeniem godnym niemal świętych relikwii wpakowałam wzmacniacze Kirk'a do furgonetki ze sprzętem. Później poszłam pomagać sprzątać trybuny.
Po około półtorejgodziny wszystko było gotowe do drogi. Ja i Lorri jechałyśmy autem Trip'a. Pozostali członkowie ekipy technicznej podróżowali mini busem. Metallica miała oczywiście swój autokar.
Jechaliśmy przez miasto w długiej kolumnie, co jakiś czas stając w korku. Wyczerpana brakiem snu poprzedniej nocy zwinęłam się na tylnym siedzeniu i odpłynęłam.
14 kwietnia 1986 r.
Hotel San Remo
San Francisco
- Hej, Lexi, Michael pyta czy chcesz iść do baru? - przekazał wiadomość Andy, wchodząc do pokoju bez pukania.
- A Michael sam nie może ruszyć dupy żeby mnie o to zapytać? - uniosłam podejrzliwie brew.
- Maluje się, czy coś - oznajmił McCoy sięgając do mojej torebki po papierosy.
- Dobra, powiedz mu, że zaraz będę - odparłam, zabierając mu torebkę.
Andy skinął głową, po czym wyszedł.
Poszłam do łazienki, poprawiłam fryzurę i makijaż i zeszłam do hotelowego barku.
Michael, Andy i Sami musieli siedzieć tam już dobrą chwilę. Wywnioskowałam to po ilości opróżnionych przez nich kieliszków.
- Nie ma to jak najebać się przed koncertem, co? - poklepałam wokalistę po plecach.
- Jak mam być szczery, to chętnie bym sobie jeszcze poruchał - przyznał Michael z głupkowatym uśmiechem.
- Jak mam być szczera, to dziś mam ochotę na któregoś z Poison - rzuciłam, siadając przy barze na wysokim krześle i zakładając nogę na nogę.
- Czemu nie na wszystkich? - zaśmiał się bełkotliwie Sami.
- Nie chcę wyjść na kurwę - zarechotałam.
Sami parsknął śmiechem, opluwając się drinkiem.
- A tak wogólę, to gdzie oni są? - spytałam rozglądając się.
- Spóźniłaś się, poszli na dziwki - odpowiedział Andy, bawiąc się słomką.
- Wszyscy?
- Ta.
- No to jestem skazana na was - wzruszyłam ramionami, zamawiając butelkę Jim'a Beam'a.
Wypiliśmy jeszcze po kilka kolejek i poszliśmy z Michael'em do jego pokoju.
- Jezu! Charlot wyglądasz jak trup! - skomentowała przyglądając się mojej bladej twarzy, potarganym włosom i zapuchniętym oczom.
- Kiepsko spałam - odrzekłam, nie chcąc drążyć tematu.
- Ale stało się coś? - Lorri spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Nie - zaprzeczyłam.
- Cóż, musisz się przyzwyczaić do nie przespanych nocy. W trasie to normalka.
Uśmiechnęłam się tylko i pokiwałam głową.
- Mogę wam w czymś pomóc? - spytałam, chcąc się na coś przydać.
- Wiesz co, mogłabyś przytargać tu resztę piecyków -odpowiedziała dziewczyna pokazując palcem na stojące przy wyjściu z hali Marshalle.
- Już się robi - odparłam salutując i wzięłam się do roboty.
W głowie miałam mętlik, ale nie chciałam pokazać jak bardzo targają mną emocje. Miałam niepowtarzalną okazję odmienić swoje życie raz na zawsze i przeżć niesamowitą przygodę. Nie mogłam jej zaprzepaścić! Taka szansa zdarza się raz na milion.
- Hej, tylko ostrożnie z tym wzmacniaczem - usłyszałam męski głos.
Odwrociłam się i omal nie padłam. Za mną stał nie kto inny jak Kirk Hammett.
- To mój ulubiony - wyjaśnił, usmiechając się zalotnie.
- Eeee - tylko tyle byłam w stanie z siebie wydusić. Stałam jak wryta gapiąc się na niego jak ułom - Tak, jasne, oczywiście - otrząsnęłam się po chwili.
- Ej, czy my się przypadkiem skądś nie znamy? - Kirk zrobił minę jakby próbował sobie coś przypomnieć.
- Byłam wczoraj z Lorri na backstag'u - powiedziałam po cichu.
- A no tak - pokiwał głową, choć wiedziałam, że i tak mnie nie pamięta - Ty też dla nas pracujesz? - zapytał.
- Dziś jest mój pierwszy dzień.
- No to witaj w ekipie - Hammett przybił mi piątkę - pogadałbym z tobą jeszcze, ale muszę się zbierać - stwierdził, patrząc w stronę autobusu.
- Jasne, rozumiem.
- Ty pewnie też masz ręce pełne roboty - dodał.
- Tja...
- W takim razie, do zobaczenia później, nowa! - rzucił i oddalił się ku autokarowi.
- Pa - szepnęłam, machając mu na pożegnanie.
Cholera, nie do wiary! Rozmawiałam z Kirk'iem Hammett'em! Dużo powiedziane "rozmawiałam", bardziej przytakiwałam, szczerząc się jak debil.
To teraz tak jakby mój szef. Miałam nadzieję, że nie wyszłam przy nim na kompletną kretynkę.
No cóż...
Z namaszczeniem godnym niemal świętych relikwii wpakowałam wzmacniacze Kirk'a do furgonetki ze sprzętem. Później poszłam pomagać sprzątać trybuny.
Po około półtorejgodziny wszystko było gotowe do drogi. Ja i Lorri jechałyśmy autem Trip'a. Pozostali członkowie ekipy technicznej podróżowali mini busem. Metallica miała oczywiście swój autokar.
Jechaliśmy przez miasto w długiej kolumnie, co jakiś czas stając w korku. Wyczerpana brakiem snu poprzedniej nocy zwinęłam się na tylnym siedzeniu i odpłynęłam.
LEXI
Hotel San Remo
San Francisco
- Hej, Lexi, Michael pyta czy chcesz iść do baru? - przekazał wiadomość Andy, wchodząc do pokoju bez pukania.
- A Michael sam nie może ruszyć dupy żeby mnie o to zapytać? - uniosłam podejrzliwie brew.
- Maluje się, czy coś - oznajmił McCoy sięgając do mojej torebki po papierosy.
- Dobra, powiedz mu, że zaraz będę - odparłam, zabierając mu torebkę.
Andy skinął głową, po czym wyszedł.
Poszłam do łazienki, poprawiłam fryzurę i makijaż i zeszłam do hotelowego barku.
Michael, Andy i Sami musieli siedzieć tam już dobrą chwilę. Wywnioskowałam to po ilości opróżnionych przez nich kieliszków.
- Nie ma to jak najebać się przed koncertem, co? - poklepałam wokalistę po plecach.
- Jak mam być szczery, to chętnie bym sobie jeszcze poruchał - przyznał Michael z głupkowatym uśmiechem.
- Jak mam być szczera, to dziś mam ochotę na któregoś z Poison - rzuciłam, siadając przy barze na wysokim krześle i zakładając nogę na nogę.
- Czemu nie na wszystkich? - zaśmiał się bełkotliwie Sami.
- Nie chcę wyjść na kurwę - zarechotałam.
Sami parsknął śmiechem, opluwając się drinkiem.
- A tak wogólę, to gdzie oni są? - spytałam rozglądając się.
- Spóźniłaś się, poszli na dziwki - odpowiedział Andy, bawiąc się słomką.
- Wszyscy?
- Ta.
- No to jestem skazana na was - wzruszyłam ramionami, zamawiając butelkę Jim'a Beam'a.
Wypiliśmy jeszcze po kilka kolejek i poszliśmy z Michael'em do jego pokoju.


Bardzo ciekawy jest ten wgląd za kulisy pracy przy koncertach. Wyobraziłam sobie jak Ci wszyscy ludzie tam są, jak jest taki zapracowany szum w tle i przychodzi ta nasza zaspana i zdezorientowana bohaterka - bardzo dobrze opisane!
OdpowiedzUsuńZalotnie uśmiechający się Kirk! O tak! Na to czekałam! Szczerze zazdroszczę Lotti tej rozmowy. Bardzo dobrze sobie poradziła mimo tego stresu.
To zdanie: "Z namaszczeniem godnym niemal świętych relikwii wpakowałam wzmacniacze Kirka do furgonetki ze sprzętem. " jest świetne. Aż musiałam je tutaj wkleić.
Wow. Niebo a ziemia te dwie dziewczyny. Fajnie wdrażasz w życie plan stworzenia dwóch zupełnie różnych charakterek. Życie Lexi wydaje się takie nieskomplikowane, takie można by powiedzieć puste. Strasznie mnie ciekawi czego się o niej niedługo dowiem. Normalnie AAA! Lecę dalej! Cholernie wciągające!
Buziaki ;*
Reverie.
Hejka :D
UsuńJejku, super, że podoba Ci się ten opis pracy przy koncercie :) osobiście na backstageu nigdy nie byłam ani nic z tych rzeczy, więc tym bardziej się cieszę, że opis mi wyszedł ( wiedzę na ten temat czerpałam głównie z książek) :D
I cieszę się również, że ten pomysł wypalił :) obawiałam się przez moment, żeby dziewczyny nie wyszły zbyt przerysowanie w tych swoich skrajnie różnych charakterach XD
Dzięki za komentarz i serdecznie pozdrawiam <3
Lady Stardust:*